czwartek, 27 czerwca 2013

STRESZCZENIE 1-19

Witam wszystkich czytających! J zdaję sobie sprawę, że te moje wypociny mogą się dłużyć tym, co niedawno zaczęli czytać (a wiem, że są takie osoby i cholernie mnie to cieszy <3) postanowiłam umieścić streszczenie. Oczywiście, czytanie całości jest dużo barwniejsze i bardziej szczegółowe, ale to  może chociaż w skrócie przybliży Wam, o czym piszę. (poza tym nie umiem pisać streszczeń, przez co wątpię, że ktoś się w tym połapie XD)
Jeżeli chcecie być na bieżąco informowani o rozdziałach to pozostawcie w komentarzach numery gadu-gadu, nie udostępnię ich, jedynie zapisze.
Możecie również dodawać do ‘obserwowanych’ (po prawej stronie) co znacznie ułatwi mi sprawę.  Dziękuję za każdy komentarz, bo one dają mi ogromną motywację do dalszego pisania. 

POZDROWIONKA KICIE <3


Historia toczy się w Warszawie. Lena to dziewczyna, żyjącą w świecie beztroskich problemów.  Mieszka z mamą, bo jej tata wybrał nową rodzinę. Chociaż go nienawidziła, to z czasem złość jej minęła i zaakceptowała panującą sytuację, nawet cieszy się, że ma przyszywane rodzeństwo. Problemy przestają być beztroskie, gdy poznaje w galerii  Pawła. Zakochuje się w nim, jednak dzielą ich setki kilometrów, co nie pozwala wytrwać tej miłości. Dziewczyna bardzo przeżywa to rozstanie. W międzyczasie w jej życiu pojawia się Filip. To dziewiętnastoletni chłopak mający na swoim koncie błąd przeszłości, który nieomal zaowocował śmiercią ukochanej Weroniki. Jednak dzięki pomocy Leny, para wyszła na prosto. Weronika oznajmiła Lenie, że jest w ciąży i chce usunąć dziecko, przed czym dziewczyna chce ją powstrzymać. Mama Leny jest psychologiem, co sprawiło, że pewnego dnia w domu Leny pojawił się chłopak z problemami- Kuba. Stracił obojga rodziców i na chwilę obecną wychowuje go ciotka, która nie radzi sobie z dorastającym, zamkniętym w sobie chłopakiem. Zaczynają się do siebie zbliżać coraz bardziej z każdym kolejnym dniem. Lena po rozstaniu z Pawłem potrzebowała wsparcia, które odnajdowała tylko w Kubie i swej najlepszej przyjaciółce Kindze. Życie Leny powoli wraca na swój tor, gdy dziewczyna dowiaduje się, że jej przyjacielowi (Kubie) relacje przyjacielskie nie wystarczają.  Chłopak zaczyna więc ignorować dziewczynę, raniąc przy tym jej uczucia.  Gdy dochodzi do wyjaśnienia sytuacji Lena nie wytrzymuje napięcia i puszczają jej emocję, wykrzykuje, że Kuba nie jest jej potrzebny, na co chłopak odchodzi bez słowa.

niedziela, 23 czerwca 2013

ROZDZIAŁ 19

Nadeszła upragniona wiosna. Lena liczyła, że wraz ze zmianą pory roku, zmiany pojawią się również w jej życiu. Z jednej strony bała się utracić to co zna, z drugiej zaś znajome przestało jej wystarczać. Pierwszy dzień wiosny Lena uczciła ze swoją przyjaciółką Kingą chodząc po sklepach. Pieniądze szczęścia nie dają, lecz zakupy już tak. Kolejne dni, również poświęcała swojej przyjaciółce, gdyż czuła, że przez ostatnie wydarzenia, które miały miejsce w jej życiu oddalała się od Kingi. Znały się od dziecka i Lena nie wyobrażała sobie bez niej życia. Kochała ją całym sercem.
Lenę dziwiła tylko cisza ze strony Kuby. Nie odzywał się od niej od momentu wspólnie spędzonego wieczoru. Ale przecież to był bardzo mile spędzony wieczór. Nic się podczas niego nie wydarzyło. Nic, co mogłoby spowodować spięcie między nimi. A jednak trwała nieprzerwana cisza. Chłopak nie odbierał telefonu, nie oddzwaniał i nie odpisywał na sms’y. W szkole nie odpowiadał na zaczepki, czasem ledwo wybąkał „cześć” w stronę Leny.  Dziewczyna widziała go wśród nowych koleżanek. Znienawidzonych koleżanek. Typowe dziewczyny absorbujące resztę drogimi ciuchami i nieskazitelnym makijażem. Denerwował Lenę fakt, iż brak mózgu próbują zasłonić tonami pudru. Bezskutecznie. Pomyślała, że już nie chce mieć z nią kontaktu, że ma nowe przyjaciółki.
- Zapomniałeś o mnie?- powiedziała Lena w stronę Kuby, gdy ten mijał ją w szatni.
- Nie dajesz o sobie zapomnieć.- burknął chłopak nie spoglądając dziewczynie w twarz.
- Ah tak, przecież Twoje nowe koleżaneczki całkowicie odpowiadają twoim wymaganiom. No cóż, nie sądziłam, że są aż tak ubogie.- szyderczo rzuciła Lena
- Nie znasz ich.- odpowiedział
- Fakt, nie zadaję się z tego przekroju ludźmi. Ale myślałam, że znam ciebie…- dokończyła urwanym głosem
- Pozory mylą. –dodał i odwrócił się na pięcie, chcąc ruszyć w innym kierunku
Lena jednak była szybsza i chwyciła go za ramię.
-Poczekaj. Nie dam ci spokoju dopóki mi nie wytłumaczysz o co ci tak naprawdę chodzi. Słyszysz?
- Dzisiaj po szkole w parku o 17. – powiedział i ruszył przed siebie nie czekając na odpowiedź.
Zszokowana Lena powędrowała w stronę swojej klasy. Do końca lekcji myślała, co mogło urazić Kubę, co sprawiło, że jego zachowanie zmieniło się o 180 stopni w ciągu kilku dni. Gdy wracała do domu zaczął padać deszcz. Pierwszy wiosenny deszcz. Bała się czy Kuba przyjdzie na umówione spotkanie, jednak próby dodzwonienia się do niego były bezskuteczne. Postanowiła więc pójść, mimo nasilającego się deszczu. Zjadła, ubrała się cieplej, wzięła ze sobą parasol i wyszła z domu o godzinie 16:50, by zdążyć punktualnie na czas. Była w parku równo o 17, jednak poszukiwania Kuby spełzły na niczym. Usiadła na ławce i drżącymi z zimna dłońmi wyjęła telefon z kieszeni. Na wyświetlaczu pojawiło się imię „Kuba”.
- Zabiję go, jeżeli odwołał spotkanie.- pomyślała i nacisnęła przycisk ‘odblokuj’

„Już idę. Czekaj na mnie.”

- O proszę, na królewicza trzeba czekać.- powiedziała sama do siebie
Po 5 minutach w oddali pojawiła się postać Kuby.
- Cześć- powiedział, gdy był na tyle blisko, by Lena go usłyszała
- Siema.- odpowiedziała i wskazała ruchem ręki, by usiadł obok niej
- To w jakim celu jest to spotkanie?- zapytał Kuba
- Żartujesz sobie? Jeszcze się pytasz w jakim celu? Nie odzywasz się, nie dajesz jakichkolwiek oznak życia. Udajesz, że mnie nie znasz, wożąc się po szkole z jakimiś typiarami. Co się z tobą dzieje?- wypowiedziała na jednym tchu dziewczyna, dopiero po chwili orientując się, że wszyscy co przechodzili musieli to słyszeć
- Nic. Zupełnie nic.- dodał
- Aha, czyli to jest twoja odpowiedź? Nie masz nawet odwagi spojrzeć mi w twarz.- powiedziała wściekła i wstała próbując odejść
- Stój.- słowa Kuby brzmiały jak oschłe polecenie
- Nie będziesz mi rozkazywał.- dodała ruszając przed siebie
- Proszę, zostań…- ton głosu chłopaka złagodniał, stał się proszący, więc Lena zatrzymała się i odwróciła w jego stronę
- Powiesz mi o co chodzi?- zapytała
- Nie rozumiesz? Jesteś taka głupia czy tylko udajesz?- tym razem to chłopak podniósł głos
- Słucham? Może masz mnie zamiar obrażać, ale ja nie mam zamiaru tego słuchać.
- Jestem ci potrzebny tylko w chwilach, kiedy cierpisz. Dzwonisz tylko wtedy, gdy potrzebujesz pocieszenia. Gdy masz problem, pojawiam się ja. Gdy problem znika, masz mnie w dupie. Nie mam zamiaru być na każde twoje zawołanie, skinienie palca. To nie jest tak, że ty robisz „pstryk” a ja niczym kundel z wywieszonym językiem biegnę do ciebie.- wykrzyczał, pierwszy raz spoglądając w jej oczy
- Myślałam, że jesteśmy przyjaciółmi.- wyszeptała
- Ty mnie traktowałaś jako przyjaciela. Nic więcej, tylko przyjaciel. A ja? Nigdy nie zgadzałem się na układ kolega-koleżanka. Rozumiesz? Przestało mi to wystarczać. Robiłem wszystko, byś popatrzyła na mnie jak na chłopaka. Twojego chłopaka.
- Ale.. ale..- głos Leny odmawiał jej posłuszeństwa.
- Ale co? Dawałaś mi nadzieję odkąd ten twój Pawełek ciebie olał. Ale przecież takie jak ty uwielbiają bawić się takimi jak ja. Prosty chłopak, bez rodziców, łatwowierny. Idealna partia na pocieszyciela, a jak się skończyły problemy to mogę spadać co nie?- silne uderzenie w twarz przerwało monolog wypadających z jego ust słów. Oprócz kropli deszczu poczuł na swoim policzku dłoń Leny.
- Nigdy nie chciałam się tobą zabawić.- dodała
- A jednak.- powiedział chłopak dotykając twarzy
- Masz racje, leć do tych dziewczyn. One dadzą ci na pewno więcej ciepła i zrozumienia. Nie potrzebuję ciebie słyszysz? Nie potrzebuję! – wykrzyczała mu w twarz, chociaż po chwili żałowała wypowiedzianych słów

Chłopak spojrzał na nią, a w jego źrenicach dało się zobaczyć tańczące krople łez. Zacisnął pięści, zmrużył oczy tym samym odwracając się na pięcie. Ruszył, a Lena zbyt sparaliżowana całą sytuacją nie było w stanie go zatrzymać. Ręce nie dały rady chwycić jego ramion, a głos był zbyt cichy, by mógł go usłyszeć. Tylko myśli krzyczały głośno. Potok myśli niczym rwąca rzeka przepływał przez głowę Leny. Nie chciała żeby wypadające z jej ust słowa zraniły chłopaka. To było nieprawdą. Potrzebowała go. Potrzebowała, bo tylko on i Kinga byli w stanie ją zrozumieć. Poczuła tą samą bezsilność, którą czuła, gdy traciła Pawła. Ten sam ból rozrywający pierś i te samo bolesne tętnienie skroni. Wyżerające łzy spływały po policzkach sprawiając nieprzerwany ból. Minęło 10 minut zanim zdołała ruszyć w kierunku swego domu. Silne grzmoty i przerażające błyskawice idealnie opisywały stan emocjonalny Leny. Toczyły walkę, tak jak ona toczyła wojnę myśli, czy zadzwonić i przeprosić, czy pozostawić sytuację taką, jaką jest. Nie była w stanie niczego zmienić. Straciła kolejną ważną osobę w jej życiu. Czuła, że powoli traci siebie…

sobota, 8 czerwca 2013

ROZDZIAŁ 18

Zapłakane oczy Weroniki mówiły wiele. Właściwie wszystko to,  co nie były w stanie przekazać zastraszone  usta. Atmosfera przepełniona była dramtyczną melancholią, z której nikt nie mógł się wyrwać.
- Urodzisz to dziecko. Urodzisz i je wychowasz. Razem z Filipem.
- Nie damy rady..
- Wy nie dacie? Najsilniejsza para jaką znam? Przeszliście tyle, to szczęście, nie problem. Chodź wracamy, zrobiło się strasznie zimno, nie chcę żebyś się przeziębiła. – powiedziała Lena i chwyciła zmarzniętą dłoń Weroniki. – Pomogę wam. Ja i moja mama.
Lena odprowadziła dziewczynę do domu, przez całą drogę rozmawiając z nią na temat jej decyzji. Mimo tego, że Weronika nie widziała innego wyjścia, pojawiła się iskierka nadziei. Gdy Lena wchodziła do domu usłyszała znajomy głos z kuchni. Nie był to jednak głos mamy lecz Kuby.
- Cześć mordeczko, dawno cię nie widziałem i trochę się stęskniłem. – powiedział rozbawiony chłopak, gdy Lena zajrzała do kuchni
- Caaałe dwa dni, wieczność. –powiedziała Lena z ironicznym uśmiechem.
- Twoja mama była tak miła, że wspuściła mnie do domu i pozwoliła pomóc sobie ugotować dla ciebie obiad.
- Czyli dzisiaj nie jemy?- roześmiała się dziewczyna
- Zabawne, bardzo zabawne. Właśnie przed tobą stoi najlepszy kucharz w tym mieście.- rzucił Kuba kłaniając się nisko
- To prawda- wtrąciła się mama Leny- Kuba świetnie gotuje, a w salonie masz tego dowód. Zjedźcie sobie, a ja idę do pracy, bo umówiłam się, że podpiszę dzisiaj wszystkie rachunki.
- Mamo, pamiętaj, że cię kochałam, bo mogę nie przeżyć dzisiejszego dania.- powiedziała dziewczyna zamykając za mamą drzwi.
- A więc mistrzu prowadź.
Potrawa przygotowana przez Kubę, pomimo wcześniejszych obaw, była pyszna.
- Potrafisz gotować, kiedy mam problem jesteś pierwszą osobą  gotową mi nieść pomoc, przy tobie nie istnieją problemy, codzienne zmartwienia. Bawisz się w mojego Anioła Stróża?- zaśmiała się
- A może jestem ideałem?- po tych słowach nastała chwila ciszy, a potem głośny wybuch śmiechu obojga. – A może wersja z Aniołem bardziej pasuje. –dodał
- Chciałabym kiedyś móc mieć takiego mojego Anioła na zawsze przy sobie…
- Wiem, że to w bieżącej sytuacji wydaje się irracjonalne, ale uwierz mi zjawi się kiedyś taki ktoś w twoim życiu, kto pokocha ciebie taką jaką jesteś, z wadami i dziwnymi nawykami.- uśmiechnął się Kuba
- No pomarzyć można. –dodała
- Może już się zjawił.. –wyszeptał Kuba, ledwo słysząc swoje własne słowa, a może to  były tylko jego głośne myśli?
- Mówiłeś coś?- zapytała
- Nie, zupełnie nic.- dodał speszony chłopak. –Może potańczymy na xboxie? Na pewno jesteś w tym cienka.
- Oo Kicia, ty jesteś mistrzem gotowania, ale na parkiecie wymiatam ja.
- Przekonajmy się.
Kuba wyzwalał w Lenie pozytywne emocje. Nie bała się przy nim być sobą, czyli tą spontaniczną, radosną dziewczyną stłamszoną przez głupi błąd. Tak- błąd. Mimo wcześniejszych zaprzeczeń jedyne o czym teraz marzyła dziewczyna to było wymazanie z pamięci ostatnich kilku miesięcy. Mówiła sobie, że nie wolno żałować niczego, co dawało szczęście. A jednak żałowała. Żałowała każdego momentu, każdej drobnej chwili, którą poświęciła osobie zupełnie tego nie wartej.  Ale każdy z nas coś stracił, coś przeżył, za czymś tęskni i czegoś wciąż się boi. Każdy czeka na coś, co może się nigdy nie wydarzyć. Czasami nie pozostaje nam nic prócz czekania, bo to jedyne co trzyma nas jeszcze przy życiu. To coś, co daje nadzieję i wywołuje chwilowy uśmiech na twarzy. Ale jaki sens ma życie ze świadomością, że to, na co czekamy nie ma już prawa się wydarzyć?

Lepiej czuć żal, smutek rozczarowanie niż pustkę, którą nosi się w sercu. Bo z pustką nie można żyć od tak. Nie można udawać, że jej nie ma, bo ona jest i gryzie swoimi niewidzialnymi ząbkami.


I nagle pada kilka słów,
odwracasz się i sama nie wiesz gdzie iść,
każda ze znanych dróg wydaje się zła.
najchętniej usiadłabyś na krawężniku zanosząc się płaczem.
brzmi znajomo, prawda?

czwartek, 2 maja 2013

ROZDZIAŁ 17


„Nasze życie składa się z serii chwil, a każda z nich jest podróżą do samego końca."- Now is good.

To te nastoletnie lata, których tak pragniemy będąc dziećmi i które tak dobrze wspominamy będąc na emeryturze uczą nas najbardziej. Uświadamiają nam, że nie zawsze jest tak, jakbyśmy tego chcieli. Że nie dostaniemy upragnionej osoby, gdy zaczniemy tupać nóżką i robić smutną minę. Z biegiem czasu potrafimy  doceniać momenty, te chwile, które chociaż tak ulotne dają nam poczucie szczęścia.  Koniec? Czasami jest nowym początkiem. Musimy wiedzieć, że pewne rzeczy w życiu mają prawo się po prostu zakończyć, a pewni ludzie odejść od nas bez sensownego wytłumaczenia. Boli? To dobrze, bo to oznaka, że pomimo przykrych zdarzeń wciąż potrafimy coś jeszcze czuć. A ból jest najlepszym nauczycielem życia.
- Lena masz gościa!- rozległ się głos mamy
Dziewczyna przetarła zaspane oczy i spojrzała  na budzik.  7:57.
- Przecież to środek nocy.. – powiedziała sama do siebie –Już schodzę!- krzyknęła i zestawiła pierwszą stopę z łóżka.
Spojrzała w duże lustro, związała włosy w niezdarnego koka i chwyciła telefon. Po chwili była już na dole.
- Czeka na ciebie w salonie.- powiedziała mama, gdy ujrzała swoją córkę
Lena niepewnym krokiem weszła do salonu. Ujrzała długie, czarne włosy.
- Ekhem- powiedziała chcąc zasygnalizować, że już przyszła
- Cześć Lena.- usłyszała przyjazny i dobrze znany jej głos.
- Weronika? Co ty tu robisz?- zapytała- I dlaczego wyglądasz jakbyś płakała?- dodała po chwili.
- Musimy pogadać- powiedziała Weronika i zjechała wzrokiem w stronę podłogi.
- Tylko mi nie mów, że Filip znowu coś nabroił...
- Nie on.
- Żartujesz sobie?- zapytała przerażona Lena.
- Możemy gdzieś wyjść? Porozmawiać? Nie mam się komu wyżalić, pomogłaś jemu może pomożesz i mi? Tylko ogarnij się, bo w takim stanie to nigdzie się z tobą nie pokazuje.- odparła Weronika i usiadła z powrotem na kanapie.
- 10 minut i wracam.
Po upływie wskazanego czasu Lena była gotowa do wyjścia. Razem z Weroniką poszły do parku, by tam spokojnie porozmawiać.
-  Jestem z Filipem już 4 lata, z tą drobną przerwą, o której wiesz..- powiedziała dziewczyna niepewnym głosem.
- No tak. I co w związku z tym?
- Jestem w ciąży. – wypaliła Weronika bez niepotrzebnego owijania.
Lena była zszokowana. Ale wcale nie samym faktem, że Weronika niedługo zostanie mamą, a jej reakcją, gdyż dziewczyna po wypowiedzeniu słów wybuchnęła płaczem.
- Ejejej, spokojnie, przecież to wspaniale, będziesz mamą!- powiedziała, chociaż sama dobrze wiedziała, że 19 lat to nie jest idealny wiek na posiadanie dziecka.
- Mam 19 lat. Mam tylko matkę, która nie zaakceptuje mnie z dzieckiem. Praktycznie nie akceptuje mnie. Najchętniej pozbyła by się mnie z domu, gdyby tylko nadarzyła się taka okazja. Dla niej alkohol i jej nowi partnerzy znaczą dużo więcej ode mnie. Nie mogę urodzić teraz dziecka. Nie będę w stanie go wychować.- mówiła, a jej głos odmawiał posłuszeństwa. – Wyrzuci mnie z domu, bo teraz ma powód.- dodała
- Na pewno nie jest tak źle jak ci się wydaje. – powiedziała Lena
- Nie jest źle? Dziewczyno, jak byłam w szpitalu odwiedziła mnie raz. Jeden jedyny raz i wtedy udawała kochaną mamę. A wiesz dlaczego? Bo sąsiadka zagroziła jej, że jeżeli nie zajmie się mną to ona zadzwoni do mojego ojca by ten mnie zabrał do siebie do Anglii. A jeżeli zabierze mnie zabierze również alimenty. Rozumiesz? Brak kasy to brak szlajania się po melinach. Tyle dla niej znaczę. Przelicza mnie na kolejne butelki.- wybąkała dziewczyna z trudem trzymając  łzy pod powiekami.
- Byłam tam i widziałam jak się martwi. Jak płacze i boi się o twoje życie.
- Jak jest trzeźwa to ma ludzkie odruchy. Problem w tym, że coraz rzadziej widzę ją w stanie trzeźwości. Właściwie, to od momentu mojego pobytu w szpitalu ani razu, a sama dobrze wiesz, że minęło już kilka dobrych miesięcy.
- I co masz zamiar zrobić?- zapytała
- Nie mogę urodzić tego dziecka. Nie mogę..
- Filip wie?
- Nie i nie może się dowiedzieć.
- Słucham? Żartujesz sobie? Podejmiesz decyzję bez jego wiedzy? O nie, albo ty mu o tym powiesz, albo ja to zrobię. Co zamierzasz zrobić?
- Usunę to dziecko.  Już podjęłam decyzje..- powiedziała Weronika, a po jej policzku spłynęła samotna łza.
Co jest najśmie­szniej­sze w ludziach:
Zaw­sze myślą na od­wrót: spie­szy im się do do­rosłości, a po­tem wzdychają za ut­ra­conym dzieciństwem. Tracą zdro­wie by zdo­być pieniądze, po­tem tracą pieniądze by odzys­kać zdro­wie. Z troską myślą o przyszłości, za­pomi­nając o chwi­li obec­nej i w ten sposób nie przeżywają ani te­raźniej­szości ani przyszłości. Żyją jak­by nig­dy nie mieli um­rzeć, a umierają, jak­by nig­dy nie żyli.- Paulo Coelho

sobota, 13 kwietnia 2013

ROZDZIAŁ 16



Moment, w którym tracimy wszystko co mamy, wyrywa nas z jarzma błogości. To ten moment, ta chwila, w której musimy podjąć odpowiednią decyzję. Czy wstajemy i walczymy ,czy pozwalamy, by przygniótł nas ciężar problemów. Odpowiedź wydaje się prosta. Jednak, gdy na naszych oczach wali się nam świat, a my bezradnie się tylko przyglądamy próbując ratować to, co nam zostało, to co jeszcze jesteśmy w stanie ocalić z popiołu i pyłu, nie widzimy racjonalnego wyjścia, jak zwyczajnie się poddać. Ile jesteśmy w stanie wytrzymać? Najtrudniejsza walka jest ta toczona z samym sobą. Najgroźniejszy przeciwnik to nasze wewnętrzne „ja”, które zazwyczaj opada z sił szybciej niż my sami. Jednak coś nas zmusza do życia. Sprawia, że wstajemy każdego dnia, chociaż nie ma już dla kogo.  Intuicyjnie szukamy wyjścia z sytuacji, chwytamy się drobnych momentów z życia, by wyjść z tej walki zwycięsko.

- I jak Mała, lepiej?- zapytał chłopak spoglądając w zapłakane oczy Leny

- Dziękuję ci. –odpowiedziała

- Nie o to pytałem. –dodał

- Innej odpowiedzi się nie spodziewaj. – powiedziała i wstała podchodząc do lustra – Chyba nigdy nie widziałeś nikogo w gorszym stanie, prawda?

- Straciłem obojga rodziców. Moja siostra w wieku 3 lat zmarła na raka. Nie mam nikogo, oprócz ciotki. Uwierz, wiele razy, spoglądając w lustro, widziałem gorszy stan.

- Przepraszam...Chcesz pogadać? –zapytała

- Mało ci problemów Mała?

- Wiedz, że zawsze możesz na mnie liczyć. –odparła

- Wiem. A teraz ogarniaj dupę idziemy na lody.

- Żartujesz? W taką pogodę normalni ludzie chodzą na gorącą czekoladę.

- Widzisz tu normalnych ludzi? –dodał z uśmiechem

- Daj mi 15 minut.

Po upływie 15 minut Lena była gotowa. Delikatny podkład, kreski, tusz do rzęs i nikt nie powiedziałby, że ta dziewczyna kwadrans temu kąpała się we łzach.

- Noo, potraficie czynić cuda. – powiedział Kuba z szyderczym uśmiechem i podszedł do Leny. Spojrzał jej głęboko w oczy i poczuł, że z każdą chwilą ona staje się mu bliższa. Szybko jednak oderwał wzrok i chwycił ją za rękę. – Idziemy.

Kuba sprawiał, że Lena na drobne sekundy zapominała o Pawle. Zagłuszała ból. Jednak ból ma to do siebie, że zagłuszany wraca z powrotem  z podwójną siłą. Więc Lena na przemian śmiała się i płakała. Rozmazany makijaż nie przeszkadzał Kubie w uważaniu jej za najpiękniejszą dziewczynę na świecie. Kino, spacer i upragnione lody.  Dochodziła godzina 14, a ona nie miała dosyć towarzystwa chłopaka. Telefon do mamy, by ta nie musiała czekać z obiadem i powrót do chwil ukojenia. Chłopak rozbawiał ją samym sposobem mówienia. Jego przesadnie wymawiane słowa, lub przeciąganie samogłosek sprawiało, że Lena śmiała się bez ustanku. W pewnym momencie chłopak zapytał:

- Dwa najpiękniejsze na świecie słowo to?

- Kuba! Nie przypominaj… - powiedziała Lena

- Jedzenie gotowe. – odparł chłopak i parsknął śmiechem.

- Zgłodniałeś? – zapytała

- Nie znam chwil, w których nie jestem głodny. Okres dojrzewania dziewczynko. – dodał i uśmiechnął się pod nosem

- Więc.. idziemy na pizze.  Ja stawiam, jestem ci winna o wiele więcej niż jedna pizza.

- Jeszcze mi to wynagrodzisz. – powiedział i ponownie spojrzał Lenie głęboko w oczy. Ona jednak odwróciła wzrok

- Idziemy. – powiedziała i tym razem to ona chwyciła go za rękę.

Po 20 minutach szukania odpowiedniego miejsca znaleźli się w małej pizzerii. Klimat panujący w niej był cudowny. Niby to tylko miejsce spożywania szybkich posiłków, jednak Lena wiedziała, że będzie tu wracać. Z głośników słychać było „All the right moves” a w powietrzu, o dziwo, nie roznosił się zapach pieczonego ciasta, a skórki pomarańczy. Lena znała go z wypieków jej babci. Usiedli w kąciku i po 15 minutach ich zamówienie zostało zrealizowane. Rozmawiali bardzo długo, nie zorientowali się kiedy wskazówki zegara zaczęły wskazywać godzinę 17.

- Muszę wracać, mama będzie się martwić. –powiedziała Lena

- Jasne, odprowadzę cię. Pod same drzwi. Żeby nic głupiego nie przyszło ci do głowy.

- Nie ma już nic głupszego od faktu, że zakochałam się w typowym kretynie, który nawet nie ma odwagi, by zadzwonić i dowiedzieć się, czy chociaż żyję. –dodała

- Tacy jesteśmy.

- On taki jest. – powiedziała i skierowała przeszywający wzrok na Kubę, co sygnalizowało koniec tematu Pawła.

Do domu wracali pieszo. 30 minut spaceru i byli już na miejscu.

- Mogę liczyć, że odezwiesz się jutro? –zapytał Kuba

- Jutro i pojutrze. I każdego kolejnego dnia, Mały. – powiedziała i pocałowała go w policzek, tym samym odwracając się w kierunku drzwi. – Dziękuję. –dodała i zniknęła za dużymi drewnianymi drzwiami.

Z chwilą, gdy drzwi się zamknęły cały zagłuszany ból powrócił. Wbrew wcześniejszym przypuszczeniom, już nie ze zdwojoną siłą. Uczucie, które czuła dziewczyna było nie do opisania. Ból rozrywał jej serce, a łzy nie potrafiły dalej posłusznie chować się pod powiekami.

- Już jestem. – krzyknęła do mamy, która była w salonie i oglądała telewizję po czym ruszyła do swojego pokoju. Zamknęła drzwi i w tym samym momencie dała upust emocjom…

Świadomość śmierci pobudza do życia. Kto nigdy nie zaznał bólu towarzyszącego nagłej stracie tego, co w naszym życiu najważniejsze? I nie chodzi mi tylko o ludzi, ale także o myśli, plany, marzenia. Udaje się nam dzień, tydzień, czasem kilka lat, lecz ostatecznie jesteśmy nieuchronnie skazani na utratę. W prawdzie nasze ciało żyje dalej, ale dusza prędzej czy później otrzymuje śmiertelny cios. Zbrodnia doskonała: nie wiemy, kto zamordował nasza radość życia, jaki był motyw  morderstwa, ani gdzie są winni. - Paulo Coelho

środa, 27 marca 2013

ROZDZIAŁ 15



Poranek. Jeden z tych najgorszych jakie można sobie wyobrazić. Lena obudziła się na podłodze. Nie wiedziała kiedy i w jaki sposób się tam znalazła. Czuła natomiast, jak każdy najmniejszy milimetr jej ciała ją boli. Nie miała sił nawet, by się podnieść. Po kilkakrotnej próbie udało jej się oprzeć o łóżko.  Wzięła telefon do ręki. Na wyświetlaczu widniała godzina 6:05. Nie dość, że Lena zasnęła bardzo późno, to jeszcze nie mogła spać rano. Wstała. Jej kruche ciało odmawiało z nią współpracy. Trzęsące się dłonie nie były w stanie utrzymać telefonu, a nogi nie były w stanie utrzymać jej. Usiadła na łóżku przypominając sobie wczorajszy dzień. Niemo wgapiając się w jeden punkt, uświadamiała sobie, że to uczucie będzie jej towarzyszyło każdego poranka. Uczucie bezsilności, które wypełniało ją całą, a wcześniejsza radość wypływała teraz wraz ze łzami. Powolnym krokiem ruszyła w kierunku łazienki. Jednak to co zobaczyła w lustrze, wcale jej nie pomogło. Podpuchnięte oczy, zraniona warga, posklejane od łez włosy. Nigdy nie widziała siebie w takim stanie. Nikt nigdy nie widział jej w takim stanie. Dziwne. Zawsze to ona była silna, ona dawała każdemu wsparcie. Nie tym razem. Nie potrafiła pomóc samej sobie, a tłumaczenia, że takie jest życie wcale nie pomagały. To nic, to przecież nic.. Zwykłe rozczarowanie. Kolejne. Nie pierwsze, nie ostatnie. Boli? Owszem. Cholernie boli. Ale to oznacza, że zależało.. Zimny prysznic, by zmyć resztki tlącej się nadziei. Koniec. To wcale nie tak miało być. Wydawało jej się, że są w stanie pokonać każdą barierę, że razem mogą przepłynąć ocean problemów, a tak naprawdę nie byli nawet w stanie przeskoczyć kałuży. Przetarła dłonią zaparowane lustro. Jej szkliste oczy krzyczały bólem. One wyrażały najwięcej. Gdyby widział w jakim przez niego jest stanie, nie miałby odwagi spojrzeć w lustro. Po jej policzkach znów stoczyły się drobne kuleczki. Czuła, jak z każdą kolejną przegrywa walkę z samą sobą. Zeszła na dół. Jej mama jeszcze spała. Chciała zrobić sobie kawy, lecz jej trzęsące dłonie paraliżowały każdy ruch. Głęboki wdech. Jeden, drugi i kolejny.  Nastawiła wodę i wsypała kilka łyżek kawy. Nienawidziła kawy. Nigdy jej nie piła, na sam jej zapach robiło jej się nie dobrze.  „Ludzie się zmieniają, niekoniecznie na lepsze”- pomyślała. Otworzyła okno, by przez chwilę poczuć na twarzy mroźne powietrze. Zamknęła je, wzięła kubek gorącej kawy i wróciła do swojego pokoju. Chwyciła telefon i ku jej zdziwieniu wcale nie wybrała numeru przyjaciółki. Zadzwoniła do Kuby.
- Cześć Mała, mam nadzieje, że to coś ważnego- usłyszała zaspany głos chłopaka.
Nie była w stanie wydusić żadnego słowa. Nie była w stanie przerwać tego raniącego milczenia.
- Lena, wszystko w porządku?- zapytał
- T..ta.. tak. – wybąkała niepewnym głosem.
- Wiem, że kłamiesz. Zaraz u ciebie będę- powiedział i rozłączył się.
Nie spodziewała się tego po nim. Znała go zaledwie kilka dni, a on chciał właśnie do niej przyjechać, bo wyczuł, że coś jest nie tak. Trudno się nie zorientować, każdy chłopak wpadłby na to bez problemu. A może nie każdy tylko on? Napiła się kawy. „Ohyda”- pomyślała. Nawet nie zorientowała się jak szybko minęło pół godziny. Usłyszała dzwonek do drzwi. Zbiegła szybko po schodach, by nie obudzić mamy.
- Cześć, bądź cicho- powiedziała do chłopaka i wskazała ręką, aby ruszył za nią na górę.
- Wyglądasz koszmarnie. – powiedział chłopak, gdy już zamknął za sobą drzwi do jej pokoju.
- Też się cieszę, że ciebie widzę- dodała Lena.
- Ej, Mała co jest?- zapytał i podszedł do niej, siadając obok na łóżku
- To koniec.. – powiedziała i w tym momencie dała upust emocjom.
Kuba nie wiedział jak się zachować. Chyba pierwszy raz był w takiej sytuacji. Objął ją swoim ramieniem i w milczeniu słuchał jak opowiada o Pawle. Jak przeklina świat, cały świat, wszystkich wokół tylko nie jego. Jak nienawidzi siebie za to, że zaufała, że dała się podejść jak małe dziecko. Mimo tego wszystkiego, nadal go kochała i nie pozwoliła powiedzieć na niego złego słowa. Chłopak słuchał w pogrążającej ciszy szlochu Leny i czuł, jakby w ramionach trzymał małe, bezbronne dziecko. Ocierał jej łzy i uspokajał drżące dłonie. W jego głowie odbijały się echem jej słowa, sprawiając mu również ból.  Widział, jak dziewczyna nie radzi sobie z problemem. Przecież to tylko miłość. A może aż miłość? Nie ważne ile ma się lat. Czy kochamy w przedszkolu, gimnazjum, liceum czy na studiach. Zawsze boli podobnie. Bo umiera nadzieja. A ona, niezależnie od wieku, jest prawdziwa. Jesteśmy odpowiedzialni za uczucia, które budzimy w innych. Często nieświadomie ranimy, by potem sami zostać zranionymi. Takie jest życie. Upadamy, by wstać. Wstajemy tylko po to, by za moment ponownie zderzyć się z glebą.  Na to nie można się przygotować. Zarzekamy się, że tym razem będzie inaczej, a w konsekwencji i tak tęsknimy.  Nie ma na to recepty. Lekarz nie wypisze leków, nikt nie da wskazówek.  I nie ważne jak bardzo boli, i jak bardzo byśmy tego chcieli, to na złamane serce się nie umiera. Nie przestaniemy kochać. Nie potrafimy wyłączyć emocji, z czasem jednak nauczymy się bez pewnych osób żyć. I każda złamana dusza, musi zrosnąć się tak, jak zrastają się połamane kości. A każde zranione serce, musi uświadomić sobie, że obawa przed zranieniem boli bardziej niż samo zranienie. Jesteśmy silni, bardzo silni. A o tym jak wielka jest nasza siła, przekonujemy się dopiero wtedy, gdy bycie silnym to jedyne wyjście jakie mamy…
Lena wtuliła się w ciało Kuby.
- Nie jest źle, wcale nie jest tak źle… - powiedział chłopak i pocałował ją w mokry od łez policzek.

poniedziałek, 11 marca 2013

ROZDZIAŁ 14



Końcówkę dnia Lena spędziła tak jak zaplanowała- czyli z kubełkiem popcornu w dłoni, oglądając melodramaty. Sama nawet nie wiedząc kiedy, między jednym wątkiem miłosnym, a drugim usnęła.
6 miesięcy później:
Przez te kilka miesięcy w życiu Leny niewiele się zmieniło. Żyła Pawłem. Każdego dnia budził ją sms „Miłego dnia kochanie” Był dla niej jak narkotyk. Codziennie nie mogła powstrzymać się od zażycia jego.  Jeżeli ktoś kiedyś naprawdę kochał, to wie, co przeżywała. Na samą myśl o nim uśmiech malował się jej na twarzy. Nie mogła wyobrazić sobie bez niego życia, a może wcale nie chciała? Planowała kolejne spotkanie, chciała być blisko, czuć jego zapach, dotykać jego dłoni, chociażby przez moment… Wierzyła, że im się uda. Bo komu, jak nie tej dwójce? Rozumiała wszystkich, którzy powątpiewali w nich. Jednak on zapewniał, że będzie walczył mimo przeszkód, że będzie walczył nawet wtedy, gdy jego rodzina stanie naprzeciw. Zapewniał ją, że jest jego ideałem. Że ją kocha. Przecież o prawdziwą miłość zawsze się walczy, do końca. Nie można się poddać, bo oznacza to, że rezygnujemy z marzeń. Lena na samą myśl o utracie Pawła miała w oczach łzy. Jednak cieszyła się, że wyobrażenie o samotności jest odległe, bo on ją kocha. Aż do pewnego dnia…
Lena ten dzień spędziła ze swoją kuzynką Zuzą. Dziewczyny dogadywały się świetnie, łapały ze sobą dobry kontakt odkąd tylko pamiętały.  Zuza wspierała Lenę, była dla niej jak siostra. Jedna z najbliższych jej osób. Lena cieszyła się, że ma wokół siebie ludzi, którzy dają jej siłę, by żyć. Którzy pomagają wtedy, gdy ona sama w siebie nie wierzy i opada z sił. Paweł, Kinga, Zuza- to za tych ludzi dziękowała codziennie Bogu. Po odjeździe kuzynki Lena udała się do swojego pokoju, by się pouczyć. Potem miała czas tylko dla Pawła. Uwielbiała te momenty, gdy na ekranie monitora pojawiała się koperta świadcząca o przychodzącej wiadomości od ukochanego. Dziwne. Mimo tego, jakie miała kiedyś zdanie o chłopakach to Paweł zmieniał jej światopogląd. Był dla niej tym chłopakiem, dla którego była w stanie zrobić prawie wszystko. Prawie, bo nigdy nie byłaby w stanie go skrzywdzić. Rozmowa jak zwykle biegła swoim rytmem. Gdy przeczytała słowa „Kocham Cię” wiedziała, że to będzie kolejny dobry dzień. Idealny dzień, jak każdy odkąd poznała Pawła. Nie spodziewała się, że to wszystko okaże się fikcją. Odczytała wiadomość „Nie potrafię już tak dłużej, to mnie przerasta. Kocham Cię i przepraszam. Wiem, że będziesz cierpiała, nie chcę tego.. ale to nie ma sensu” W jednej chwili jej świat się zawalił. Co czuła? Możemy sobie tylko wyobrazić. Modliła się by to był żart. Głupi, ale żart. Łzy kapały jej, przez co nie wiedziała klawiszy. Wyłączyła gg, wybiegła z domu nie zakładając nic prócz butów. Szła przed siebie. Zimne powietrze uderzało ją w twarz za każdym razem gdy łapała oddech. Jednak to nie ono rozrywało jej gardło. Łzy sprawiały jej większy ból. Drobne kropelki zamarzały na jej policzkach. Szła przed siebie nie zważając na to, że jest coraz dalej od domu. Mijała ludzi ze spuszczoną głową, by nikt jej przypadkiem nie poznał i nie zawiadomił mamy. Gdy już nie miała sił, usiadła na lodowatej ziemi błagając, by to okazało się nieprawdą. W pobliżu nie było nikogo. Cieszyła się, a jednocześnie martwiła. Chciałaby żeby trafił się jakiś pijany kierowca, jakiś nieodpowiedzialny lub chory umysłowo człowiek.. Jednak nikogo nie było..Poczuła wibrację telefonu w kieszeni, lecz jej zmarznięte dłonie nie były w stanie go odblokować. Mogła jedynie zauważyć, że dzwoni mama. Podniosła się i ruszyła w kierunku domu, dopiero teraz uświadamiając sobie, jak daleko od niego odeszła. Nie czuła palców ani nosa. Szła nie wiedząc jak ma się wytłumaczyć. Modliła się, że uda jej się jakimś cudem przedostać na górę. Gdy otworzyła drzwi usłyszała tylko słowa mamy z salonu.
- Gdzie byłaś kochanie?- zapytała
Kilka sekund na ogarnięcie swego głosu, by w miarę przypominał ‘normalną sytuację’
- Nic mamo, poszłam na spacer, a teraz idę się uczyć, nie jestem głodna, nie musisz mi robić kolacji- powiedziała na jednym wydechu i udało jej się zmylić mamę
- Dobrze – usłyszała za sobą, wchodząc po schodach
Gdy zamknęła za sobą drzwi do jej pokoju rzuciła się na łóżko i zaczęła płakać w poduszkę, by mama nie usłyszała… Przejechała dłonią po twarzy, by otrzeć słone krople. Zauważyła, że ma rozciętą wargę. Pewnie przez to, że gryzła ją z bólu, gdy oddalała się od domu. Chwyciła za chusteczkę i przetarła usta. „To koniec mała”- pomyślała, a słone krople płynęły strumieniami. Leżała bezwładnie na łóżku dwie godziny. Nie była w stanie się podnieść. Jej kruche ciało rozpadało się na małe kawałeczki przez chłopaka, który miał ją wspierać i nie dopuścić, by przez niego cierpiała. W jej głowie panował niesamowity chaos. Rozważała, czy to jej wina. Może za mało się starała? Może nie była idealna, jak zapewniał ją chłopak. Słyszała, jak zamykają się drzwi do sypialni mamy, co oznaczało, że położyła się spać. Zeszła po cichutku na dół, by wziąć kubek gorącej herbaty. Gdy trzymała go w dłoni parzył ją lecz wewnętrzny chłód był silniejszy. Weszła do swojego pokoju, usiadła na parapecie i wypowiadała słowa, które odbijały się od szyby i wracały do niej. Z bełkotu przerywanego łzami dało się zrozumieć tylko dwa słowa „Kocham Go”. Włożyła słuchawki i włączyła muzykę i zgłosiła do maksimum. Liczyła, że to pomoże zagłuszyć jej myśli. Na darmo… Nie kontrolowała tego, co się z nią dzieje. Nie potrafiła zapanować nad dreszczami, które opanowywały całe jej ciało. Nie mogła zrozumieć, dlaczego chłopak tak ją potraktował. To nie trwało przecież dzień, a kilka miesięcy. Czemu teraz to go przerosło? Wiedziała, że po raz kolejny dała podejść się jak małe dziecko, ufając mu. Jej zegarek wskazywał godzinę 23:50. Wszystko przypominało jej o nim. O tej godzinie dostałaby sms’a  „Śpij dobrze Słońce”. Nie potrafiła sobie wytłumaczyć, że jemu bez niej będzie o wiele lepiej. Może poznał inną i to ona da mu pełne szczęście? Lena nie mogła mu tego zapewnić, chociaż z całych sił chciała. Patrząc w niebo prosiła Boga, by dał jej go. By dał jej dotknąć jego dłoni, przytulić. By dał jej poczuć jego bliskość, pozwolił spojrzeć w oczy. Błagała, by zniszczył każdy kilometr dzielący ją od szczęścia. Na marne. To nie miało już znaczenia. On odszedł bez słowa wyjaśnienia, zostawił ją. Nie obchodziło go co z nią się teraz stanie, nie chciał nawet wiedzieć co u niej, nie obchodziło go to jak sobie poradzi bez niego, a ona myślała, że spotkała kogoś, kto zostanie przy niej już na całe życie.Dla kogo nie będzie ważne ile ich dzieli, a ile łączy. Myliła się… Kolejny raz jej świat przypominał rozsypane puzzle. Tym razem nie miała już sił tego układać. Chciała, by to wszystko się skończyło, by zasypiając już nigdy więcej nie miała się okazji obudzić…

Skończ to, bo inaczej on Cię zniszczy. Już i tak jesteś na granicy bycia wrakiem. Skończ to, bo inaczej będziesz żywym dowodem na to, że może pęknąć serce. Z miłości lub nienawiści, ale może...