czwartek, 17 stycznia 2013

ROZDZIAŁ 5



Harmonijną monotonię panującą na korytarzu przerwało nagłe zamieszanie pod salą numer 8. Lekarze i pielęgniarki  wbiegali do niej ze sprzętem medycznym. Filipa i Leny już tam nie było…
Kilka minut wcześniej:
Lena po wyjściu z Sali nie zauważyła chłopaka na korytarzu. ‘Co za tchórz’ – pomyślała i skierowała swoje kroki ku głównemu wyjściu. Gdy zeszła ze schodów prowadzący do budynku zobaczyła Filipa siedzącego samotnie na jednej z ławek.  Zaciągał się dymem papierosowym, nie radził sobie z emocjami. .
- Tutaj jesteś. Dziękuję, że na mnie poczekałeś.
- Przepraszam..
- Nie ma sprawy, umieram z głodu, idziemy coś zjeść? – powiedziała dziewczyna i uśmiechnęła się, po raz pierwszy szczerze. – Poza tym, w moim towarzystwie nie możesz palić, więc wywal to świństwo
- Pierwszy raz palę.. ale masz racje, już się robi kierowniczko – uśmiechnął się chłopak wyrzucając papierosa do kosza
Weszli do pierwszej lepszej kawiarni. Wybór nie był zbyt duży, gorąca herbata i jakieś ciasteczko na zaspokojenie głodu.
- Myślisz, że przeczyta ten list? – zapytał w pewnej chwili chłopak
- Nie wyglądała na szczęśliwą. Ale nie ma nic do stracenia, więc sądzę, że przeczyta, Musisz być silny, dla niej i dla siebie.
Gdy wyszli z kawiarni było około godziny 17. Chłopak odprowadził dziewczynę pod jej dom, po czym sam udał się w kierunku swojego. Gdy Lena weszła do domu od progu czekała na nią zdenerwowana mama. Nie była zadowolona, że jej córka nie uprzedziła o której wróci. Lena jednak wyjaśniła sytuację określając ją ‘pomagałam koledze’.  Poszła do siebie na górę, by móc pobyć sama ze sobą..


W tym samym czasie Filip, który od kilku minut był już w domu, gdy otrzymał telefon. Dzwoniła mama Weroniki, w jej głosie dało usłyszeć się bezradność .
- Filip.. ona.. ona jest w bardzo poważnym stanie. Lekarze musieli ją reanimować. Udało im się przywrócić akcję serca, jednak to najbliższa doba zadecyduje o tym, czy ona przeżyje. W ręku trzymała list. List od Ciebie. Chyba powinieneś przy niej teraz być. Uważam, że ona by tego chciała, mimo wszystko. – kobieta z trudem powstrzymywała się od płaczu.
- Będę za 30 minut. – rzucił chłopak nie czekając na odpowiedź.
Po skończonej rozmowie Filip powiedział mamie, że musi iść do Weroniki. Ona rozumiała, zaproponowała mu nawet, że go podwiezie. Chłopak wziął szybki prysznic, ubrał się, zabrał ze sobą kilka drobnych przydatnych mu rzeczy i razem z mamą pojechał do szpitala. Chaos panujący w jego głowie był nie do opisania. Nie wiedział czego ma się spodziewać. Bał się, że jest już za późno.
- Mam na ciebie poczekać? – zapytała mama chłopaka
- Nie, nie wiem ile tutaj pozwolą mi zostać. Zadzwonię, jeżeli będę potrzebował pomocy, dobrze?
- Oczywiście – powiedziała jego mama i pocałowała go w czoło – Dacie radę.
Te słowa sprawiły, że po raz pierwszy uwierzył w to, że mają szansę. ONI. Nie on, ona. Uświadomił sobie, że tylko z nią może być tak naprawdę szczęśliwy. Jeżeli mu nie wybaczy, pogodzi się z tym, bo za bardzo ją kocha, by starać się zatrzymać ją na siłę.
Gdy wszedł do szpitala zobaczył na samym końcu opustoszałego korytarza ciemną postać kobiety. Wiedział, że jest to mama Weroniki. Niepewnym krokiem zbliżył się ku niej.
- Dzień dobry Pani. Przyjechałem tak szybko, jak tylko mogłem – powiedział chłopak siadając obok niej
- Dziękuję ci, że jesteś. – powiedziała starsza pani.- Weronika oprócz mnie i ciebie nie ma nikogo. Musicie być razem, nie wyobrażam sobie lepszego zięcia. – posłała mu wymuszony uśmiech.
- To wszystko nie jest takie łatwe..
- Wiem, przerwała mu kobieta. Życie nie jest łatwe. Ale ona jest wszystkim, co mam. Jest jedyną mi bliską osobą.. Nie chcę jej stracić. – mówiąc to kobieta z trudem powstrzymywała się od łez
- Czy mogę ją zobaczyć? – zapytał Filip
- Tak, ale nie męcz jej za długo. Jest bardzo słaba. Powinna odpoczywać..
- Dobrze, chcę tylko na nią popatrzeć.
Chłopak wstał i wszedł do Sali. Na dźwięk zamykanych drzwi dziewczyna otworzyła oczy. Wskazała wzrokiem, żeby usiadł na krześle. Filip nie wiedział, jak ma się w takiej sytuacji zachować. Był w niej przecież po raz pierwszy.. Usiadł, po czym chwycił jej dłoń, by znów móc na chwilę poczuć jej ciepło. Oczy dziewczyny były zbyt zmęczone, by wyrażały jakiekolwiek uczucia. Jednak chłopak, mimo maski tlenowej i mnóstwa rureczek, które oplatały Weronikę dostrzegł delikatny uśmiech. Podniósł jej dłoń do góry i przysunął do swojego policzka.  Ten niewielki gest sprawił, że nadzieja znów zagościła w jego sercu. Pocałował ją w policzek i nieśmiałym głosem wyszeptał słowa, które dały dziewczynie odczuć, że jest najważniejsza. Przecież szeptem się nie kłamie, a słowa ‘kocham Cię’ mają podwójną wartość. Wiedział teraz tylko jedno, że ona MUSI z tego wyjść. On przecież nie będzie istniał bez niej. Całą noc spędził przy szpitalnym łóżku, obserwując dziewczynę, która po raz kolejny przywróciła mu sens życia…
Następny dzień:
Była godzina 7. Chłopaka obudziła krzątanina pielęgniarek na korytarzu.
- Całą noc tu spędziłeś. Jej mama musiała długo o to prosić, bo dobrze wiesz, że ci nie wolno. – powiedziała młoda pielęgniarka sprawdzając parametry życiowe Weroniki.
- Dziękuję – odpowiedział zaspanym głosem Filip
- Zaraz przyjdzie lekarz, by ją zbadać. Zmykaj do domu, przyjedziesz później. – powiedziała kobieta
- Alee.. – zaczął się jąkać chłopak – wszystko z nią w porządku?
- Tak, z dnia na dzień będzie coraz silniejsza. Tylko potrzebuje twojego wsparcia.
- Na pewno je otrzyma. To uciekam, wrócę za jakąś godzinkę..
Gdy chłopak wyszedł ze szpitala wykonał telefon do Leny. Oznajmił jej, co się stało Weronice, jednocześnie uspakajając, że jest już lepiej. Mimo tego, że całą noc spędził skulony przy łóżku szpitalnym, miał w sobie niesamowicie dużo energii. Jego życie znowu było przepełnione miłością i nadzieją, że jednak wszystko dobrze się ułoży. Idąc chodnikiem jego ciało samo podskakiwało ze szczęścia. Ich miłość jest silna, przezwycięży chwilowe momenty słabości. Wiedział, że nie będzie łatwo, gdyż to, że mu dziewczyna w pewnym sensie wybaczyła, nie oznacza, że o tym zapomni. Takich rzeczy się nie zapomina. Ale kochać to znaczy być w każdej chwili. Radości, chorobie, nieszczęściu. ZAWSZE BLISKO…

poniedziałek, 14 stycznia 2013

ROZDZIAŁ 4



Niedzielny poranek Lena rozpoczęła od odwiedzin swojego taty w hotelu. Tak jak obiecała, przeprosiła za swoje zachowanie poprzedniego dnia.  Nie była to łatwa rozmowa. Ale Lena przywykła do ciężkich rozmów. Polubiła nawet Oliwiera, gdyż zrozumiała, że ten dzieciak nie jest niczemu winien. Może dojrzała? Chyba tak.  Życie ją zmieniło i jej światopogląd. Z biegiem czasu zaczęła doceniać każdą chwilę, nauczyła się wybaczać. Każdy popełnia błędy i każdy zasługuje na kolejną szansę. Postanowiła więc taką szansę dać tacie. Zdawała sobie sprawę, że nic nie będzie tak jak dawniej, ale chciała naprawić z nim swoje relacje. Po obiedzie Lena dostała sms’a od Filipa. Treść wiadomości była prosta: „Spotkajmy się tam, gdzie wczoraj. Mam list.” Nie wahając się ani sekundy dłużej Lena chwyciła torbę spakowała najpotrzebniejsze rzeczy, włosy zwinęła w niezdarnego koka, pociągnęła tuszem rzęsy i poszła, a nawet pobiegła w umówione miejsce.  Filip już na nią czekał. Dziewczyna z daleka zauważyła jak trzyma w dłoniach białą kopertę. Po raz pierwszy zwątpiła czy to ma sens, bo przecież skoro Weronika nie chciała rozmawiać z nim czemu miałaby zechcieć porozmawiać z nią? Nie było już szansy na odwrót..
- Cześć – rzucił chłopak w jej kierunku, gdy zauważył jak się do niego zbliża
- Siema, od razu chodźmy do szpitala, chcę mieć już to za sobą. – odpowiedziała jednym tchem dziewczyna
- Boisz się? Możemy zrezygnować z tego pomysłu.
- Ja mam się bać? Ja? Lena Lakowska nie należy do osób które się boją. O nie. – powiedziała dziewczyna i delikatnie się uśmiechnęła, chociaż wiedziała, że czeka ją trudna rozmowa.
- A więc chodźmy. – powiedział chłopak
Spacer nie zajął im dużo czasu, gdyż szpital znajdował się trzy ulice dalej od parku. Kiedy weszli na oddział było tam sporo osób. Niedziela- wszyscy odwiedzają swoich bliskich.
- Pamiętaj. Sala numer 8, ona leży tam sama – powiedział chłopak wręczając Lenie kopertę. – Ja poczekam tutaj na Ciebie. I dziękuję Ci, za wszystko.
- Nie masz jeszcze za co mi dziękować. Trzymaj kciuki. – Lena posłała brunetowi jeden z zabójczych uśmiechów i ruszyła na poszukiwanie sali. Mijała kolejne drzwi, aż znalazła te, na których widniał napis ‘Sala numer 8’
- To tutaj. – pomyślała i zawahała się nim nacisnęła klamkę. – Dam radę
Gdy weszła do środka panował tam półmrok, a w sali nikogo nie było. Nikogo, oprócz niej i Weroniki. Weronika leżała na łóżku i świdrującym wzrokiem wpatrywała się w Lenę. Miała kruczoczarne włosy. Jednak przez pobyt w szpitalu jej twarz nie wyglądała najlepiej. Miała zapadnięte policzki i wyglądała na strasznie wychudzoną.
- Cześć – powiedziała Lena siadając na krześle obok Weroniki łóżka
- Kim jesteś? – odpowiedziała jej dziewczyna oschłym tonem
- Nazywam się Lena. Lena Lakowska. Nie znasz mnie, ale ja słyszałam o tobie. Właściwie przyszłam tu tylko po to, by przekazać ci list od Filipa..
- Żartujesz sobie? On po tym wszystkim ma czelność wysyłać swoje nowe panienki, by przyniosły mi list? Wynoś się stąd razem z tą karteczką, nie chcę mieć nic z tym gnojem wspólnego. – wykrzyknęła Weronika, lecz nawet jej krzyk nie wydawał się dostatecznie silny.
- Nie jestem jego nową panienką! On kocha tylko ciebie! Ale nie dajesz mu szansy, by wyjaśnić to, co się stało. Martwi się o ciebie i jedynym sposobem jaki przyszedł mu do głowy, by się z tobą skontaktować był ten list, a ja go tylko przekazuje. – powiedziała Lena i wiedziała, że skłamała, gdyż pomysł z listem był jej, ale chciała ukazać Filipa w jak najlepszym świetle – Możesz zrobić z nim co chcesz. Przeczytać lub wyrzucić. Ale błagam, zastanów się czy nie warto? Przecież to tylko list. Nie masz już nic do stracenia. – dodała, po czym położyła kopertę na szafce obok łóżka i wstała z krzesła wychodząc z Sali i tym samym zostawiając Weronikę samą z jej myślami.  Dziewczyna kilka razy brała kopertę do ręki po czym odkładała ją z powrotem . W końcu jednak się odważyła, by przeczytać to, co napisał do niej Filip…
Kochana Weroniko.
Wiem, że nie mam prawa już Cię tak nazywać. Ale nadal tylko Ty jesteś w moim serduszku. Jeżeli czytasz te słowa, jestem ogromnym szczęściarzem, że w ogóle zdecydowałaś się na to. Z góry więc Ci dziękuję. Nie wiem co mam napisać.. Każde kolejne słowo jest bezsensowne. Zjebałem. Tak, zniszczyłem to, na co pracowaliśmy trzy lata. Trzy wspaniałe lata idealnego związku. Każda najdrobniejsza kłótnia umacniała nas w naszej miłości. A ja? Spieprzyłem to.. Słowo przepraszam już nic nie zmieni. Ale nie ma takiego słowa, które wyraziło by to, co teraz czuję. Wspominam każdą chwilę spędzoną z Tobą. Odtwarzam w głowie film, klatka po klatce, by choć na moment poczuć się tak jak czułem się wtedy.  To nic nie daje, bo po chwili uświadamiam sobie, że ty jesteś, ale już nie dla mnie… Nie ma większego kretyna na tej ziemi. Większego frajera, który wypuściłby taki Skarb ze swoich dłoni. Ta głupia impreza.. Może gdybym nie pił, nie doszłoby do tego. Ale nie mam prawa tłumaczyć się alkoholem. To jest tylko moja wina. MOJA, nie Twoja. Nie możesz postępować w taki sposób. Zasługujesz na miłość, na kogoś lepszego. Na kogoś kto Cię nie zdradzi i nie pozwoli nigdy, byś przez niego płakała. Ja nie zdałem egzaminu. Oblałem go i mam teraz to, na co zasłużyłem. Chcę jednak, żebyś wiedziała, jak bardzo Cię kocham.. Tak nadal  KOCHAM. I nic tego nigdy nie zmieni.. Nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie. Bo jak można żyć bez kogoś, kto był jak tlen? Słone krople spadające na kartkę tylko uświadamiają mi, co straciłem. Nie chcę wzbudzać w Tobie litości. Chcę tylko, żebyś była silna. Nie poddawała się.  Walczyła. Kiedy staję przed lustrem widzę człowieka, który przegrał wszystko. Dla niego nie ma już ratunku.. Nikogo nigdy nie pokocham tak, jak kocham Ciebie. Możesz mnie nienawidzić, masz do tego pełne prawo, ale nawet Ty nie możesz zabronić mi siebie kochać.  Będę żywym dowodem na to, że może pęknąć serce. Z tęsknoty.. za Twoim uśmiechem,  który witał mnie każdego dnia. Za Twoimi dłońmi, które zawsze były dla mnie wsparciem, dawały mi bezpieczeństwo. Za Twoim głosem, który był najpiękniejszym dźwiękiem jaki pozwolono mi słuchać. Za Twoimi ustami, które uświadamiały mi, że mam dla kogo żyć. Za Tobą… Nigdy nie zapomnę naszego pierwszego spotkania, pocałunku, pierwszego razu. Nie zapomnę jak nasze serca biły jednym rytmem.  Jak bałaś się. Oboje się baliśmy.. Było to najcudowniejsze przeżycie. Wciąż pamiętam ten strach, gdy milczałaś, a ja myślałem, że zrobiłem Ci krzywdę.. Pamiętam Twoje zapewnienia, że mnie kochasz i mi ufasz. To było dla mnie najważniejsze.  Jesteś dla mnie WSZYSTKIM, a wszystkiego mieć przecież nie wolno.. Chcę, żebyś była jednego pewna. Nigdy nie udawałem miłości do Ciebie. Zawsze kochałem szczerze, ponad miarę i wszelkie granice. Zawsze możesz na mnie liczyć, wciąż jestem tylko Twój .Wiem, że teraz muszę żyć dalej, bo nikogo nie obchodzi, że właśnie posypał mi się świat..

Kocham Cię dziś, jutro, za miesiąc, rok i tak jakoś już ZAWSZE
Filip
Dziewczyna nie potrafiła opanować swoich emocji. Łzy kapały jej po policzkach, aż w końcu zmieniły się w malutkie strumyczki. Szlochała zbyt głośno, by mogła usłyszeć swoje myśli. Myśli, które krzyczały ‘kochasz go’. Poczuła falę gorąca po czym na monitorze widniała już tylko ciągła linia i słychać było nieprzerwany, piskliwy dźwięk…

niedziela, 13 stycznia 2013

ROZDZIAŁ 3



Lena nie zdawała sobie sprawy, że pół godziny spędziła skulona pod drzwiami rozmyślając jak pomóc Filipowi. Czy w ogóle była w stanie mu pomóc? Przecież zasłużył na to, co ma. Na to, by każdego następnego ranka budzić się z myślą, że osoba, którą kocha chciała odebrać sobie życie przez jego czyn. Powinien cierpieć. Lena dobrze o tym wiedziała. Mogła tylko domyślać się jak czuje się Weronika, jak ją to zabolało. Ale wiedziała również, że Filip ją kocha i żałuje tego co zrobił.  Z tych rozmyślań wyrwał ją dźwięk otwierającej się bramy. Mama wróciła- pomyślała Lena.  Szybkim ruchem wstała i ruszyła do salonu, by zachować pozory, że przez ten czas sprzątała.
- Już jestem. – krzyknęła mama wchodząc do domu. – Mogłabyś przynieść zakupy z samochodu?
- Dobrze mamo, już idę – odrzekła Lena
- Lena, stało się coś? Wyglądasz na zasmuconą, coś nie tak? – zapytała mama
- Nie, jest wszystko w porządku, źle się czuję.
- Wiem, że nie chcesz jutro spotykać się z tatą, ale to nie powód, by symulować chorobę. – powiedziała mama i cicho się zaśmiała
- No tak jeszcze te pieprzone spotkanie z ojcem.. – wyszeptała Lena
- Mówiłaś coś? – zapytała mama
-Tylko, że już idę po zakupy.
Otworzyła drzwi wejściowe i pierwsze na co się natknęła to zimowe powietrze, które sprawiło jej pierwszy raz przyjemność. Przywróciło trzeźwość myślenia. Wyrwało na dobre z rozmyślań. Gdy  wchodziła do domu myślała już tylko o jutrzejszym spotkaniu z ojcem, o tym, że będzie udawał kochającego tatusia. Nienawidziła go i jego rodziny. Skrzywdził ją i nawet nie zdawał sobie z tego sprawy. Nigdy nie usłyszała od niego słowa ‘przepraszam’ za to, co zrobił. Zostawiła zakupy na stole w kuchni i zabrała się za sprzątanie. Po godzinie wszystko było już gotowe. Dochodziła 22, więc dziewczyna poszła się wykąpać. Około 23:30 była już gotowa, położyła się na łóżku i  nieświadomie odpłynęła w krainę Morfeusza..
Następny dzień.
Lena obudziła się o 10 i wydawało jej się, że jest bardziej zmęczona niż przed snem. Całą bowiem noc śniły jej się koszmary.  Poszła do łazienki, by zmyć z siebie okropne uczucie bezsilności. Ubrała się i zeszła na dół w nadziei, że jeszcze mama śpi. Myliła się. W salonie oprócz mamy był jej tata ze swoją nową żoną i 3 letnim synkiem. Tak, Oliwier był przyrodnim bratem Leny. I mimo tego, że kochała dzieci, jego obecności nie była w stanie wytrzymać.
- Ooo, proszę nasz księżniczka wstała. Cześć kochanie. – powiedział jej tata próbując pocałować ją na przywitanie.
- Daruj sobie te czułe słówka, nie robią one na mnie żadnego wrażenia. – odparła Lena
- Lena, jak ty się odzywasz do swojego taty. – powiedziała mama Leny lekko podenerwowana
- Jak? No jak się odzywam? Powiedz mi jak mam się odzywać do człowieka, który nas zostawił? Może mam udawać, jak ty, że nic się nie stało? Wybacz, ale nie potrafię być sztucznie miła. – wypaliła Lena i złapała kurtkę. – Wychodzę i dopóki oni tu są, nie wrócę! – krzyknęła
Zamykając drzwi usłyszała tylko krzyk mamy. Nie miała jednak ochoty zawracać. Gniew był silniejszy od zdrowego rozsądku.  Wiedziała, że powinna wybaczyć ojcu, skoro jej mama to zrobiła. Ale w głębi serca nadal była bezbronną dziewczynką potrzebującą miłości. Uważała, że ojciec jej to odebrał. Szła ulicami mijając ludzi. Jakaś kobieta krzyczała na dziecko, że jest nie odpowiednio ubrane. Jakiś człowiek rozdawał ulotki inny zaś rozmawiał przez telefon. Chaotyczne miasto pełne niezrozumienia. Nie wiedziała, co ma robić. Było jej zimno. Ale mimo wszystko, szła dalej. Przechodząc przez park, na jednej z ławek ujrzała znajomą twarz. Chłopak złapał się za głowę, po czym schował twarz swoich dłoniach. Wyglądał jakby płakał, był czymś zmartwiony. Lena znała ten widok, bo sama często tak wyglądała. Podeszła bliżej, więc była w stanie rozpoznać kto tam siedzi. To był Filip. Wyglądał na załamanego. Gorzej, niż jak rozmawiał z nią o Weronice. Lenie przyszła do głowy tylko jedna myśl. Weronika nie żyje. Zmarła, a on obwinia się za to. Bała się podejść, bo gdyby jej wersja się zgadzała, nie wiedziałaby jak ma zareagować. Jak ma go pocieszyć, co mu powiedzieć. Kłamać, że wszystko będzie dobrze? Powiedzieć mu, że ma się wziąć w garść? Mówić te słowa osobie, która straciła kogoś bliskiego to jak powiedzieć niewidomemu: „Zobacz, jaki świat jest piękny!” Jednak wiedziała, że on potrzebuje wsparcia i w pewnym sensie czuła się odpowiedzialna, by mu tego wsparcia użyczyć. Idąc w jego kierunku w jej głowie było tysiąc myśli, każda gorsza od poprzedniej. Tysiąc wersji jak ma się zachować, co powiedzieć i każda równie bezsensu.
- Cześć – wybąkała, gdy była już dostatecznie blisko
- O, hej. – odpowiedział chłopak lekko unosząc głowę
- Nie wyglądasz najlepiej. – Powiedziała Lena
- Też się cieszę, że cię widzę. – rzekł chłopak próbując się uśmiechnąć. Nie wyszło.
- Czy.. czy Weronice coś się stało? – zapytała Lena, a po chwili wiedziała, że popełniła błąd naruszając strefę „TO PRYWATNE”.
- Tak. Znaczy nie. Jest lepiej. Czuje się lepiej. Tak myślę.. Nie wiem. Byłem u niej i chciałem z nią pogadać, przeprosić, chociaż wiem, że to głupie. Wyrzuciła mnie za drzwi. Kazała się wynosić z jej życia. Wykrzyczała, że tylko jak wyjdzie ze szpitala spróbuje się zabić jeszcze raz. Tyle, że tym razem, zrobi to skuteczniej. – powiedział chłopak i ponownie schował w twarz w dłonie.
- Ona jest silna. Da radę, musisz z nią o tym pogadać.– powiedziała dziewczyna i usiadła obok na ławce.
- Ona nie chce ze mną rozmawiać. Nie dziwię jej się, też nie chciałbym z nią gadać gdyby mi coś takiego zrobiła.. Chociaż nie, ona by  mnie nie zdradziła. Tylko ja mogę być takim kretynem.
- Każdy popełnia błędy, już chyba ci to mówiłam? Ważne jest to, że żałujesz.
- Tak, mówiłaś i co z tego? Spieprzyłem, zjebałem na całej linii. Ale ja ją nadal kocham.. najmocniej w świecie. – wyszeptał, a po jego policzku popłynęła słona kropla
- To jej to napisz, skoro nie chce z tobą gadać.- powiedziała Lena
- W jaki sposób? Sms’em? Myślisz, że odczyta? Usunie jak tylko zobaczy moje imię na wyświetlaczu. – odrzekł brunet
- Pogięło cię? Czy sms wydaje ci się chociaż trochę odpowiedni w tej sytuacji? Ehh, wy faceci. – rzekła Lena kręcąc przecząco głową
- Czyli jaki masz pomysł? – zapytał Filip
- Napisz do niej list. Skoro ona nie chce Cię widzieć, ja jej go zaniosę. Przelej na papier wszystko, co do niej czujesz, wszystko co mi teraz mówisz. Jeżeli nie przeczyta, przynajmniej będziesz miał pewność, że zrobiłeś absolutnie wszystko, by ją odzyskać, by jej pomóc. Nie masz już nic do stracenia.
- Wiesz.. masz świetne pomysły, a nie wyglądasz- powiedział chłopak lekko się uśmiechając i szturchnął Lenę w ramię
- No dzięki, tak mi się odpłacasz za moją dobroczynność. – uśmiechnęła się Lena
- A tak ogólnie, co tu robisz sama w tak zimny dzień jak ten? – zapytał chłopak
- Chyba to co ty, uciekam od problemów. – powiedziała Lena, a jej wzrok wylądował na ziemi.
- Jakich problemów, Mała?
- Długo, by opowiadać. W wielkim skrócie: mój ojciec zostawił mnie, kiedy miałam 10 lat. Nie miałam z nim kontaktu przez 4 lata. Teraz, gdy nauczyłam się bez niego żyć on powraca i rujnuje mi znów wszystko. On i jego nowa rodzina. Są teraz u mnie w domu. A ja jak zwykle zrobiłam awanturę i wybiegłam. Chyba w tym jestem najlepsza. W uciekaniu… od problemów, rodziny, miłości. Uciekam od ludzi nawet od moich przyjaciół. Dziwię się, że opowiadam tobie o tym wszystkim. Przecież prawie się nie znamy. – powiedziała dziewczyna
- Chyba mamy podobne problemy, a problemy łączą ludzi bardziej niż wspólni wrogowie. – rzekł Filip uśmiechając się
- Muszę iść.. Przeprosić tatę, udawać, że jest wszystko dobrze. Że nie przeszkadza mi jego szczęście z nową rodziną. Nawet nie wiesz jakie to trudne..
- Wiem, Mała. Ale dasz radę, bo jesteś silna, wierzę w ciebie – powiedział chłopak i objął ją swoim ramieniem
- Dziękuję, tobie też życzę powodzenia, napisz list, a ja go przekażę. – powiedziała Lena uśmiechając się
- Dasz mi swój numer? I nie, nie chodzi mi o numer buta.
- No pewnie, dawaj telefon, wpiszę ci- rzekła
- Spoko, dzięki, odezwę się jak zapełnię kartkę słowami. Chyba, że nie dam rady. A teraz chodź, odprowadzę cię do domu. – powiedział chłopak i wstał z ławki
- Dziękuję, nie lubię spacerować sama- uśmiechnęła się dziewczyna
W drodze powrotnej rozmawiali o wszystkim i o niczym. O tym, jak Filip poznał się z Weroniką. Właściwie Weronika nienawidziła na początku Filipa, bo pierwsze ich spotkanie nie należało do ciekawych, gdyż Filip oblał ją w klubie sokiem z czarnej porzeczki. Lena opowiadała o pierwszych dniach bez ojca. Rozmawiali jak starzy, dobrzy przyjaciele. Gdy doszli  do jej domu Lena tylko cicho westchnęła. Pożegnała się z Filipem i ruszyła w kierunku drzwi wejściowych pełna obaw. Bała się tego, co ją tam czeka. Kolejna kłótnia? A może już ojca nie ma? Chyba na to liczyła. Na chwilę spokoju, oddechu. Potrzebowała oderwać się od tej szarej codzienności.  Otworzyła drzwi, a w środku panowała cisza. Weszła do kuchni, a tam zobaczyła mamę czytającą gazetę.
- Przepraszam.. Jestem beznadziejna- wyszeptała Lena siadając obok na krześle.
- Nie jesteś kochanie, tylko nie panujesz nad emocjami. – powiedziała mama przytulając swoją córkę
- Wiem mamo, przepraszam.
- Nie mnie powinnaś przepraszać tylko tatę i Kamilę. Wiesz jak jej było przykro? Czuje się winna temu, że tak nienawidzisz ojca. Zatrzymali się kilka dni w Warszawie. Jutro jest niedziela, więc masz czas, by ich przeprosić. – powiedziała mama stanowczym tonem
- Dobrze, zrobię to. – odrzekła dziewczyna
- Aha i musisz wiedzieć jeszcze jedno.  Kamila jest w ciąży. – powiedziała mama
Lena nie była w stanie odpowiedzieć. Poczuła dziwne kłucie w sercu, chociaż wiedziała, że to kiedyś nastąpi. Kamila, nowa żona jej taty zawsze powtarzała, że Oliwier musi mieć rodzeństwo. Jednak Lena czuła się kolejny raz odrzucona, odepchnięta przez swojego tatę. A może nigdy nie była blisko? Odrzucił ją 5 lat temu, kiedy odszedł. Teraz robi to nałogowo, Lena przywykła. Weszła schodami na górę i skierowała swoje kroki w kierunku łazienki. Uwielbiała jak wraz z makijażem spływał z niej cały trud minionego dnia.  Do końca dnia dziewczyna chodziła zasmucona. Nie wiedziała czy to z powodu Filipa, czy raczej jej taty. Obejrzała jakiś film w telewizji , zjadła i dość wcześnie położyła się spać. Sen był dla niej uwolnieniem, odskocznią od codziennego życia. Tego potrzebowała.. SPOKOJU.

sobota, 12 stycznia 2013

ROZDZIAŁ 2



Chwila zawahania. Chłopak wywarł na niej ogromne wrażenie. Wysoki brunet z brązowymi tęczówkami uśmiechał się do niej, jakby znał ją od dziecka. Zmierzyła go wzrokiem, taak, prezentował się konkretnie. Uśmiechnęła się do niego, ale dalej nie była w stanie wymówić ani jednego słowa. Chociaż zawsze była odważna, teraz jakby odebrało jej mowę. Może to przez ten paraliżujący uśmiech lub pełne wdzięku spojrzenie. Minęło kilka sekund, zanim któreś z nich odważyło się zabrać głos.
- Cześć. – odezwał się chłopak
- Siema. Znamy się?- rzekła Lena trochę zdenerwowana
- Właściwie to nie. Jestem Filip, brat Bartka z twojej klasy. Kojarzysz prawda?- zapytał
- Ciebie nie, ale Bartka tak, chociaż nigdy nie wspominał, żeby miał brata, do tego tak przystojnego. – zaśmiała się Lena, a po chwili zaczerwieniła, jakby żałowała wypowiedzianych sekundę temu słów.
- Widocznie nie miał o kim wspominać- powiedział z uśmiechem chłopak- ale o tobie natomiast mówił mi dużo.
- Z pewnością same dobre rzeczy? – zapytała
- Tak, tak. –zaśmiał się brunet-Przyszedłem tutaj w celu przekazania ci projektu z biologii. Bartek wróci do szkoły w następnym tygodniu, więc wysłał mnie, żebym ci to dał.
- Dziękuję, może wejdziesz do środka? – zapytała
- Nigdzie mi się nie śpieszy, więc mogę zająć ci chwilę, jeżeli nie sprawię kłopotu.- powiedział Filip.
- Skoro ja zapraszam, to nie sprawiasz. – uśmiechnęła się Lena i wpuściła chłopaka do środka.
Chłopak wszedł do salonu i od razu w oczy rzucił mu się panujący tam chaos.
- Przerwałeś sprzątanie- rzekła Lena i cicho zachichotała
- Jak widzę masz sporo pracy- odrzekł brunet
- Siadaj na kanapie, wolisz soczek jabłkowy czy pomarańczowy? A może herbatki? – zapytała
- Wystarczy sok jabłkowy.
- Już się robi. – powiedziała dziewczyna i w mgnieniu oka znalazła się obok chłopaka na kanapie z dwiema szklankami soku w rękach.
Podała szklankę Filipowi. Każdy jego ruch robił na niej wrażenie. Przyglądała mu się uważnie zastanawiając się, czemu nigdy wcześniej go nie poznała. – Nic straconego. –pomyślała
- Tak właściwie to ile masz lat? – zapytała chłopaka
- Jestem trzy lata starszy od Bartka, czyli 19. – odrzekł
- Hot 19, najlepszy wiek, prawda?
- Hahah, tak, bardzo dobry, ale masz na myśli, że jest to wiek idealny na imprezowanie czy idealny na spędzanie czasu przed książkami? – powiedział ze śmiechem
- Nie wyobrażam sobie ciebie z książką, więc pewnie wolisz kluby.
- Nie zgadłaś, nocne imprezowanie to już nie dla mnie, jak widzisz pozory mylą – uśmiechnął się chłopak
Chyba to najbardziej  Lenie podobało się w Filipie. Jego uśmiech i te dwa malutkie dołeczki pojawiające się, gdy unosił kąciki ust ku górze. Wyglądał jakby był szczęśliwy. Jego twarz promieniowała blaskiem, jednak mimo całego swego piękna, oczy w głębi były smutne, obojętne, jakby myślami cały czas był gdzieś indziej.  Zastanawiała się, co może być tego powodem. Nagle ich rozmowę przerwał dzwonek telefonu. Chłopak chyba na to czekał. Błyskawicznym ruchem chwycił komórkę i nacisnął zieloną słuchawkę.
- Przepraszam – rzucił w stronę Leny, po czym wstał i wyszedł na korytarz.
Mimo najszczerszych chęci Lena nie potrafiła udawać, że nie słyszy jego rozmowy. Chłopak nie szeptał, ale mówił ściszonym głosem.  Chwyciła leżącą obok gazetę udając, że interesuje ją życie cele brytów. Ale słyszała każde jego słowo, chociaż nie chciała podsłuchiwać.
- Ale wyjdzie z tego, prawda? Nic jej nie jest? To wszystko moja wina.. – te kilka słów powtarzał Filip, nie zdając sobie sprawy, że jego głos zaczyna drżeć, a do oczu napływają mu łzy.
Lena nie wiedziała o co chodzi, może nie powinna wiedzieć? Siedziała na kanapie obojętnie przerzucając kolejne strony. Po chwili do salonu wszedł chłopak. Jego twarz zmieniła się. Spochmurniał, był zasmucony, a jego  brązowe oczy stały się zaszklone łzami.  Lena nie wiedziała jak ma zareagować, co ma powiedzieć. Pytanie ‘co się stało?’ wydawało jej się nietaktowne. Nie miała prawa wtrącać się w jego życie, w jego sprawy.  Jednak czuła, że on potrzebuje komuś się wygadać, chociażby dopiero poznanej dziewczynie.
- Zrobiła to.. – powiedział chłopak siadając obok niej na kanapie. – Próbowała się zabić. Przeze mnie, przez moją głupotę.  – powiedział
- Filip nie wiem o co chodzi, nie powinnam się wtrącać, ale wszystko będzie dobrze, wiem, że te słowa zazwyczaj nic nie zmieniają, ale musisz być silny dla niej, kimkolwiek ona dla ciebie jest. – powiedziała Lena
- Była moją dziewczyną. Była.. zdradziłem ją. Zrobiłem to, co prawda pod wpływem alkoholu, dlatego od pewnego czasu nie chodzę do klubów. Najgorsze jest to, że okłamywałem ją przez kilka miesięcy, udając, że między mną a Anką nic nie zaszło. Anka to była jej koleżanka.  Jedna z najbliższych. Upiłem się na dyskotece, a wtedy byłem pokłócony z Weroniką. Potrzebowałem bliskości, nie kontrolowałem  siebie. To nie jest wina alkoholu, nie mogę się tym usprawiedliwiać. Wiedziałem co robię, ale nie mogłem się powstrzymać. Wiedziałem też, że jeżeli Weronika się dowie to będzie koniec. Kochałem i kocham tylko ją. Nie wiem czemu to zrobiłem.. Chociaż nie, wiem. Nie ma drugiego takiego idioty na tym świecie jak ja. Drugiego takiego kretyna, który zraniłby osobę którą tak mocno kocha. Na której mu tak zależy. Ale co z tego? Ona walczy o życie w szpitalu, a ja jestem bezsilny. Nie mogę czasu cofnąć, nie potrafię jej pomóc. I na dodatek jestem żałosny, spowiadam się dziewczynie, którą pewnie to nie obchodzi.. – powiedział to, a słone krople zaczynały toczyć się po jego policzkach. – Kocham ją.. – wyszeptał.
Lena nie powiedziała nic. Przytuliła tylko Filipa wiedząc, że to najlepsze co może zrobić. Wiedziała co czuje. Wiedziała jak to patrzeć jak bliska osoba wymyka się z rąk i być wobec tego bezsilnym. Wiedziała jak to jest tęsknić i martwić się nocami. Tylko, że w jej przypadku uświadomiła sobie, że jej bliska osoba sama odeszła. Dobrowolnie. Tak, jej tata zostawił ją. Wybrał inną rodzinę, a ona nie mogła się z tym pogodzić.
- Dziękuję ci – rzekł chłopak         
- Nic nie zrobiłam, ale wiem co czujesz, nawet nie wiesz jak bardzo. – powiedziała podając chłopakowi paczkę chusteczek.
Chłopak wytarł łzy i posłał Lenie wymuszony uśmiech. Tylko na tyle było go stać.
- Będzie dobrze. Wiem, że to tylko puste i nic nie znaczące słowa, ale będzie dobrze. Musisz ją wspierać, wszystko się ułoży.
- Ona nie chce mnie znać. Nie dziwię się jej. Też nie mogę na siebie patrzeć. Modlę się tylko o to, żeby z tego wyszła.. Ehh, zrobiło się już późno. Muszę iść. – powiedział Filip
- Dobrze, odprowadzę cię do wyjścia – zaproponowała Lena, chociaż dobrze wiedziała, że chłopak z pewnością trafiłby sam
- Dziękuję ci. Za to, że mnie wysłuchałaś. Że nie oceniałaś i nie dopytywałaś tylko wysłuchałaś. Potrzebowałem się komuś wygadać. Trafiłem na świetną osobę. To nic, że cię nie znam. Musiałem chociaż nie powinienem. Dziwne uczucie opowiadać komuś, kogo nie znam o mojej głupocie. Dobrze, że nie zaprzeczyłaś, że jestem kretynem. – powiedział
- Bo jesteś kretynem. Największym jakiego zdołałam spotkać. Ale każdy popełnia błędy.  Szkoda, że uświadamiamy sobie jaką głupotę zrobiliśmy już po fakcie. – odrzekła i spuściła wzrok
- Dziękuję i mam nadzieję do zobaczenia. – wymamrotał chłopak i otworzył duże drewniane drzwi.
- Do zobaczenia – powiedziała Lena i odprowadziła wzrokiem chłopaka do furtki. 
Po czym zamknęła drzwi westchnęła i osunęła się cicho na podłogę...