czwartek, 11 lipca 2013

ROZDZIAŁ 21

Sobota. Samo wymawianie tego słowa sprawia, że człowiekowi chce się żyć. Albo raczej... spać. Tak również Lena postanowiła rozpocząć swój leniwy weekend. Dochodziła 11, a dziewczyna dalej nie miała ochoty otworzyć swych zaspanych powiek. Tego dnia ani przeraźliwy dźwięk budzika, ani serdeczny głos mamy nie były w stanie ruszyć ją z łóżka. Jedynym powodem, który zmusił ją do wstania było uporczywe burczenie brzucha, które było głośniejsze od jej chrapania. Gdy wstała od razu udała się pędem do lodówki.
- No supeer, mamy tylko światło- wybąkała po cichu.
Zamykając drzwi lodówki ujrzała naklejoną karteczkę:


"Musiałam wyjść wcześniej i nie zdążyłam zrobić zakupów, przepraszam. 
Kup sobie coś, Mama"


Lena wyjęła telefon postanawiając by to "coś" przybyło szybciej, zadzwoniła do pobliskiego subway'a zamawiając kanapki. Po 20 minutach, które dla Leny były wiecznością, rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi.
- Dzień dobry, pani zamawiała kanapki?- zapytał młody chłopak wpatrując się w zielone oczy dziewczyny
- Głupio pytasz- pomyślała, jednak w odpowiedzi chłopak usłyszał "tak".
- Należy się 30 zł.
- Proszę- powiedziała, podając mu przygotowaną gotówkę.
- Dziękuję i życzę smacznego- dodał dostawca i posłał dziewczynie zalotne spojrzenie.
Zamykając drzwi Lena zastanawiała się czy chłopak tym przesłodkim uśmiechem i przenikliwym spojrzeniem ją podrywał.
- Pewnie to jakiś chwyt reklamowy.- pomyślała i czują tę woń zapachu wydobywającego się z pudełka zabrała się do jedzenia.
Będąc w trakcie spożywania posiłku dziewczyna poczuła wibrację w kieszeni. Szybkim ruchem wyjęła telefon, odbierając go.
- Halo- wybełkotała Lena przeżuwając kanapkę
- Nie mówi się z pełną gębą- odpowiedziała Kinga tym samym dając Lenie czas do przełknięcia.
- Spadaj, głupku.
-Sama jesteś głupkiem.
- Ejj.. Kicia mam prośbę. Dzisiaj jest impreza u Krystiana. Taka no wiesz... domówka. Będzie dużo osób z klasy i ze szkoły. I przede wszystkim będzie ten przystojny brunet, bo to jego sąsiad, a wiesz, że on mi się strasznie podoba. Będę u ciebie o 18:00. Bądź gotowa. Do zobaczenia.
- Co za wariatka, jak ja z nią wytrzymuje.- pomyślała Lena i odłożyła telefon. Po chwili jednak z powrotem wzięła go do ręki i zadzwoniła do mamy. Gdy Lena usłyszała przyjazny głos, od razu się uśmiechnęła.
- Mamoo...- zaczęła błagalnym tonem- Bo wiesz... jest impreza, no i czy mogłabym na nią pójść?
- A idziesz sama?- zapytała kobieta
- Nie, z Kingą.
- No dobra, idź. Dzisiaj i tak pojadę po pracy do babci. Muszę jej pomóc i pewnie zostanę u niej na noc. Nie wracaj tylko zbyt późno i uważaj tam na siebie.
- Dziękuję Mamo, jesteś kochana.- powiedziała dziewczyna rozłączając się.

Dochodziła 18, a Kingi nie było.
- Może się rozmyśliła- nie zdążyła dokończyć swej myśli, a w progu jej domu pojawiła się jej przyjaciółka.
- To idziemy zaszaleć- wykrzyczała Kinga, biorąc Lenę za rękę i ciągnąć ją do samochodu.

U Krystiana byli prawie wszyscy. Głośna muzyka nie pozwalała usłyszeć swoich własnych myśli i przyspieszała rytmiczne bicie serca. Przedzierając się przez tłum nastolatków trzymających w dłoniach kolorowe drinki Lena ujrzała w oddali Kubę wlewającego w siebie niezliczoną ilość alkoholu. Obściskiwał się z blondynką, która jedyne co sobą reprezentowała to był chyba tylko obszerny biust. W jej głowie pojawiła się myśl, że on już niżej nie może upaść. Staczał się i tym samym niknął w jej oczach jako normalny, porządny chłopak. Ale to był jego wybór, a Lena musiała go zaakceptować, choćby nie wiadomo jak ją to bolało. Kinga cały wieczór tańczyła ze swoim wymarzonym brunetem, z którym łapała coraz to lepszy kontakt. Pasowali do siebie, przynajmniej tak uważała Lena. No i oczywiście Kinga. Dziewczyna natomiast samotnie pląsała przy dźwiękach muzyki. Rozmawiała co jakiś czas ze znajomymi ze szkoły lub dawała się porwać do tańca kolegom z klasy.
W pewnym momencie poczuła się zmęczona, więc postanowiła wyjść na dwór, by się przewietrzyć. Usiadła na ławeczce przed domem Krystiana i niemo wpatrywała się w gwiazdy. Ten moment wywołał wspomnienia, gdyż zawsze z Pawłem mówili sobie, że nie ważne ile kilometrów ich dzieli to zawsze zasypiają pod tym samym niebem. Głęboko westchnęła i zauważyła, że nie jest już sama. Ze schodów schodził chwiejnym krokiem Kuba, bełkotając przy tym coś pod nosem.
- O, cześć- powiedział chłopak- miałem nadzieję, że będę tu sam.
- Aż tak bardzo ci przeszkadzam?- zapytała Lena
- Bardziej mi przeszkadza to, że chociaż jesteś na wyciągnięcie ręki, nigdy nie będziesz dostatecznie blisko.- wypowiedział chłopak i nagle spochmurniał. Usiadł obok niej. 
- Zaczynasz bredzić od rzeczy. Wracaj już lepiej do domu.
- Do domu?- wybuchnął śmiechem chłopak- ja już nie mam domu. Ciotka powiedziała, że jak kolejny raz się napiję mogę nie wracać, bo i tak po tym odda mnie do bidula. Nie chce mieć ze mną już więcej problemów. Cienka jest, nie radzi sobie ze mną.
- A mimo to wypiłeś, no bardzo mądrze.
- Ja już nie mam nic do stracenia.
- Nawet nie wiesz, jak masz jeszcze bardzo wiele.- urwała cicho Lena, mając na myśli, że jeszcze jej nie stracił
- O jaka ładna dupa- powiedział chłopak i swój wzrok skierował na wychodzącą z domu wysoką blond włosą dziewczynę- zaraz będzie moja.
- Pff.. powodzenia. Nie zorientowałam się kiedy zacząłeś gustować w tak banalnym pięknie.- odpowiedziała Lena wywracając oczami.
Kuba podszedł do dziewczyny próbując zauroczyć ją rozmową. Po chwili jednak stał się nachalny, chcąc na siłę ją objąć. W tym samym momencie wyszedł jej chłopak z niezadowoloną miną z powodu incydentu, który przed chwilą miał miejsce. Podszedł do Kuby, jednak ten pod wpływem alkoholu zbyt mocno uwierzył w swoje siły próbując wymierzyć cios w twarz przeciwnika. Jednak on znacznie silniejszy, zahamował jego ruch i w odpowiedzi nie był mu dłużny. Kuba upadł na ziemią nie podnosząc się przez kilka minut. Tłum gapowiczów po kilku sekundach otoczył go. Lena w pośpiechu podbiegła i przedarła się, by być bliżej Kuby. Nie minęło 5 minut, a Krystian już wybiegł z domu krzycząc na sprawcę tego zamieszania.
- Muszę natychmiast zadzwonić po jego ciotkę!- wykrzyczał wściekły
- Nie rób tego! Ona nie może się o tym dowiedzieć- wykrzyczała w odpowiedzi Lena, czując, że jej głos się powoli załamuje
- Nie rozumiesz? Muszę! Nie chcę mieć przypału ani na policji, ani u rodziców.
- Jak zadzwonisz czeka go dom dziecka, to rozumiesz?
- Nie mam innego wyjścia, przykro mi- powiedział chłopak wyjmując telefon z kieszeni

Lena nie mogła na to pozwolić. Z każdą  kolejną chwilą, gdy widziała bezbronnego Kubę i ten strach w jego oczach, czuła, że coraz bardziej się od niego uzależnia. Stawał się dla niej coraz ważniejszy. Nie mogła pozwolić, by znalazł się w domu dziecka. On by tam nie wytrzymał. Nie dałby rady. Ona nie mogła się na to zgodzić, skazywać go na samotność. Nie mogła go kolejny raz stracić...



rozdział pisany z pomocą Picasso, dziękuję Mała ;*

sobota, 6 lipca 2013

ROZDZIAŁ 20

- Lena, jest 7:30, spóźnisz się do szkoły! – głos mamy wyrwał Lenę z błogiego snu
I tym samym skończyło się dryfowanie w krainie Morfeusza, w krainie, gdzie problemy nie istniały, gdzie nie czuło się nic. Ani bólu, ani ciężaru przytłaczających problemów. Było się niczym, pyłkiem, powietrzem, które wypełniało bezkresną pustkę.
- Mamo, nie idę! – odpowiedziała Lena próbując wrócić do tej krainy z powrotem
- Żartujesz sobie? Możesz iść na drugą lekcję, ale za 5 minut widzę Ciebie na śniadaniu. I nie masz prawa do odwoływania się od tej decyzji.
Z ust Leny wyrwało się ciche ‘cholera’ i ospałym tempem ruszyła w kierunku łazienki.
Zmyła z siebie resztki wczorajszego dnia i zeszła na dół.  W kuchni roznosił się zapach naleśników, a na stole była już przygotowana porcja dla Leny. Zjadła w milczeniu, mimo tego, że mama co chwilę próbowała nawiązać z nią kontakt. Kobieta nie wiedziała co się dzieje z jej córką. Jednego dnia promieniowała radością, drugiego zaś przypominała człowieka, który nie ma racjonalnego powodu, by żyć. Tłumaczyła to sobie jednak wiekiem dojrzewania, okresem burzy hormonów, co w rzeczywistości jednak nie miało znacznego wpływu na jej zachowanie.
- O której dzisiaj kończysz lekcje?- przerwała niezręczną ciszę mama
- O 14:30- powiedziała dziewczyna
- To może wyskoczymy potem na jakieś małe zakupy?- dodała mama z lekkim uśmiechem
- Wybacz mamo, ale nie mam ochoty. Poza tym jutro mam sprawdzian, chcę się pouczyć. I już się najadłam, muszę iść, bo spóźnię się na drugą lekcję.- powiedziała i nie czekała na odpowiedź
Chwyciła torbę i otworzyła drewniane drzwi, mając nadzieje, że jej złe samopoczucie nie przedostanie się przez drewno. Nadaremnie. Wiedziała, że w szkole znowu będzie musiała zmierzyć się z okropnym widokiem Kuby flirtującego z pustymi w jej mniemaniu lalami. Wiedziała, że będzie musiała patrzeć jak on się stacza, właściwie z jej powodu. Może miał racje? Może to ona dała mu nadzieje, zabierając tym samym jego niezależność? Może nie mógł się przed tym bronić, a zmęczony walką po prostu się poddał? W tysiącach pytań jedno było pewne. Niezależnie od tego, co się działo w jego życiu to była jej wina. Cierpiała i chwyciła się najprostszej formy ulżenia sobie w bólu. Z ofiary stała się katem. Zadała Kubie ból, tak jak jej Paweł kilka miesięcy temu. Raniła miłością, bawiła się uczuciami.
„Jestem odpowiedzialna za to, co robiłam. A nie za to co on z tego wywnioskował”- pomyślała w duchu i wzięła głęboki oddech. Jeden, drugi i kolejny. Mimo wcześniejszych złudzeń, to nie pomagało. Nie była wystarczająco silna, by zmierzyć się z problemem, jednak uciekanie przed nim nie miało już jakiegokolwiek sensu. Weszła na plac szkolny i od razu zauważyła w oddali Kubę. Wyglądał dziwnie, tak inaczej. Zawsze był schludnie i czysto ubrany, jednak nie przywiązywał wielkiej wagi do swojego wyglądu. Teraz Lenie wydawało się, że próbuje dorównać tym młodzieżowym ideałom wielu dziewczyn. Chociaż sama musiała przyznać, że podoba jej się wielu z nich, to jednak  Kuba powinien pozostać Kubą. Taki był najlepszy. Każdy jest najbliżej ideału, gdy jest sobą.
- Suuuper, kilka Barbie i Ken. – wysyczała po cichu
Minęła go ze spuszczoną głową, przez chwilę łapiąc kontakt wzrokowy z jego tęczówkami. Zdawało jej się, że pękają z bólu i są przesiąknięte nim co do ostatniej brązowej plamki. Odwróciła wzrok i poczuła to dziwne ukłucie w sercu, towarzyszące zawsze, gdy traci się kogoś bliskiego. I chociaż uparcie wmawiała sobie, że Kuba nic dla niej nie znaczy, to w głębi serca wiedziała, że jest inaczej. Był dla niej cholernie ważny. Był jedną z najważniejszych osób w jej życiu. Poprawka- jest nią nadal.  Z tym faktem, że on nie chce jej już znać.

Cały dzień w szkolnych murach był dla niej istnym koszmarem. Kinga to była jedyna osoba, która nie wmawiała jej uporczywie, że będzie dobrze. Jej przyjaciółka czuła żal do Kuby, że tak postąpił. Przecież dobrze wiedział, co niedawno przeżyła Lena. Że nie chce pakować się drugi raz w to samo, bo ból po poprzednim rozczarowaniu jeszcze nie minął. Może miał nie minąć nigdy? Jednak mimo tego wszystkiego, nienawidziła Kuby. Bo to on sprawił, że Lena odzyskała siłę do życia, a teraz bez żadnego ostrzeżenia zabrał jej ją znowu.



Wcale nie jest prawdą, że Kuba nie chciał mieć z nią nic już wspólnego. Chciał się od tego uwolnić i zapomnieć. To jeden z tych momentów, kiedy świat wali się na naszych oczach, a my jedynie stoimy i się temu przyglądamy. On nie widział innego wyjścia, jak zwyczajnie odpuścić, poddać się. Nie miał siły walczyć z czymś, co i tak nie będzie miało szczęśliwego zakończenia. W momencie, gdy usłyszał „zostańmy przyjaciółmi” nie chciał kontynuować morderczej walki z wiatrakami. Ona tego nie chciała. Nie chciała, by mógł codziennie udowadniać jak bardzo ją kocha. By każdego poranka mógł budzić ją słodkim sms’em „dzień dobry kochanie”.  Nie dała mu szansy na to, by mógł być blisko niej, w każdej sytuacji. To ona zdecydowała, że jego bliskość nie jest jej potrzebna. W jego oczach ona nadal jest piękna, niepowtarzalna i tworzy jego ideał. Jednak nie miał zamiaru jej się narzucać i postanowił zmienić swoje życie. Ułożyć je bez niej. Żyć na krawędzi, bez zobowiązań. Spotykać się z dziewczynami, które go chciały i były łatwe do wzięcia. Chociaż kompletnie nie przypominały jego typu. I nie ważne jak cholernie mocno go to bolało, to uważał, że tak będzie lepiej. Lepiej dla niej, a przecież tylko ona się liczyła…



Choć być może nie chcesz tego słuchać, pragnę, byś wiedział, że na zawsze pozostaniesz cząstką mnie. Zasłużyłeś sobie na szczególne miejsce w moim sercu, którego nikt nigdy nie zajmie.



Łapcie tutaj, aktualnie moją ulubioną nutkę: James Arthur- Impossible

Jak ja uwielbiam, gdy ludziom spełniają się ich marzenia :))  więc życzę Wam spełnienia wszystkich marzeń i udanych wakacji Kicie! :*

czwartek, 27 czerwca 2013

STRESZCZENIE 1-19

Witam wszystkich czytających! J zdaję sobie sprawę, że te moje wypociny mogą się dłużyć tym, co niedawno zaczęli czytać (a wiem, że są takie osoby i cholernie mnie to cieszy <3) postanowiłam umieścić streszczenie. Oczywiście, czytanie całości jest dużo barwniejsze i bardziej szczegółowe, ale to  może chociaż w skrócie przybliży Wam, o czym piszę. (poza tym nie umiem pisać streszczeń, przez co wątpię, że ktoś się w tym połapie XD)
Jeżeli chcecie być na bieżąco informowani o rozdziałach to pozostawcie w komentarzach numery gadu-gadu, nie udostępnię ich, jedynie zapisze.
Możecie również dodawać do ‘obserwowanych’ (po prawej stronie) co znacznie ułatwi mi sprawę.  Dziękuję za każdy komentarz, bo one dają mi ogromną motywację do dalszego pisania. 

POZDROWIONKA KICIE <3


Historia toczy się w Warszawie. Lena to dziewczyna, żyjącą w świecie beztroskich problemów.  Mieszka z mamą, bo jej tata wybrał nową rodzinę. Chociaż go nienawidziła, to z czasem złość jej minęła i zaakceptowała panującą sytuację, nawet cieszy się, że ma przyszywane rodzeństwo. Problemy przestają być beztroskie, gdy poznaje w galerii  Pawła. Zakochuje się w nim, jednak dzielą ich setki kilometrów, co nie pozwala wytrwać tej miłości. Dziewczyna bardzo przeżywa to rozstanie. W międzyczasie w jej życiu pojawia się Filip. To dziewiętnastoletni chłopak mający na swoim koncie błąd przeszłości, który nieomal zaowocował śmiercią ukochanej Weroniki. Jednak dzięki pomocy Leny, para wyszła na prosto. Weronika oznajmiła Lenie, że jest w ciąży i chce usunąć dziecko, przed czym dziewczyna chce ją powstrzymać. Mama Leny jest psychologiem, co sprawiło, że pewnego dnia w domu Leny pojawił się chłopak z problemami- Kuba. Stracił obojga rodziców i na chwilę obecną wychowuje go ciotka, która nie radzi sobie z dorastającym, zamkniętym w sobie chłopakiem. Zaczynają się do siebie zbliżać coraz bardziej z każdym kolejnym dniem. Lena po rozstaniu z Pawłem potrzebowała wsparcia, które odnajdowała tylko w Kubie i swej najlepszej przyjaciółce Kindze. Życie Leny powoli wraca na swój tor, gdy dziewczyna dowiaduje się, że jej przyjacielowi (Kubie) relacje przyjacielskie nie wystarczają.  Chłopak zaczyna więc ignorować dziewczynę, raniąc przy tym jej uczucia.  Gdy dochodzi do wyjaśnienia sytuacji Lena nie wytrzymuje napięcia i puszczają jej emocję, wykrzykuje, że Kuba nie jest jej potrzebny, na co chłopak odchodzi bez słowa.

niedziela, 23 czerwca 2013

ROZDZIAŁ 19

Nadeszła upragniona wiosna. Lena liczyła, że wraz ze zmianą pory roku, zmiany pojawią się również w jej życiu. Z jednej strony bała się utracić to co zna, z drugiej zaś znajome przestało jej wystarczać. Pierwszy dzień wiosny Lena uczciła ze swoją przyjaciółką Kingą chodząc po sklepach. Pieniądze szczęścia nie dają, lecz zakupy już tak. Kolejne dni, również poświęcała swojej przyjaciółce, gdyż czuła, że przez ostatnie wydarzenia, które miały miejsce w jej życiu oddalała się od Kingi. Znały się od dziecka i Lena nie wyobrażała sobie bez niej życia. Kochała ją całym sercem.
Lenę dziwiła tylko cisza ze strony Kuby. Nie odzywał się od niej od momentu wspólnie spędzonego wieczoru. Ale przecież to był bardzo mile spędzony wieczór. Nic się podczas niego nie wydarzyło. Nic, co mogłoby spowodować spięcie między nimi. A jednak trwała nieprzerwana cisza. Chłopak nie odbierał telefonu, nie oddzwaniał i nie odpisywał na sms’y. W szkole nie odpowiadał na zaczepki, czasem ledwo wybąkał „cześć” w stronę Leny.  Dziewczyna widziała go wśród nowych koleżanek. Znienawidzonych koleżanek. Typowe dziewczyny absorbujące resztę drogimi ciuchami i nieskazitelnym makijażem. Denerwował Lenę fakt, iż brak mózgu próbują zasłonić tonami pudru. Bezskutecznie. Pomyślała, że już nie chce mieć z nią kontaktu, że ma nowe przyjaciółki.
- Zapomniałeś o mnie?- powiedziała Lena w stronę Kuby, gdy ten mijał ją w szatni.
- Nie dajesz o sobie zapomnieć.- burknął chłopak nie spoglądając dziewczynie w twarz.
- Ah tak, przecież Twoje nowe koleżaneczki całkowicie odpowiadają twoim wymaganiom. No cóż, nie sądziłam, że są aż tak ubogie.- szyderczo rzuciła Lena
- Nie znasz ich.- odpowiedział
- Fakt, nie zadaję się z tego przekroju ludźmi. Ale myślałam, że znam ciebie…- dokończyła urwanym głosem
- Pozory mylą. –dodał i odwrócił się na pięcie, chcąc ruszyć w innym kierunku
Lena jednak była szybsza i chwyciła go za ramię.
-Poczekaj. Nie dam ci spokoju dopóki mi nie wytłumaczysz o co ci tak naprawdę chodzi. Słyszysz?
- Dzisiaj po szkole w parku o 17. – powiedział i ruszył przed siebie nie czekając na odpowiedź.
Zszokowana Lena powędrowała w stronę swojej klasy. Do końca lekcji myślała, co mogło urazić Kubę, co sprawiło, że jego zachowanie zmieniło się o 180 stopni w ciągu kilku dni. Gdy wracała do domu zaczął padać deszcz. Pierwszy wiosenny deszcz. Bała się czy Kuba przyjdzie na umówione spotkanie, jednak próby dodzwonienia się do niego były bezskuteczne. Postanowiła więc pójść, mimo nasilającego się deszczu. Zjadła, ubrała się cieplej, wzięła ze sobą parasol i wyszła z domu o godzinie 16:50, by zdążyć punktualnie na czas. Była w parku równo o 17, jednak poszukiwania Kuby spełzły na niczym. Usiadła na ławce i drżącymi z zimna dłońmi wyjęła telefon z kieszeni. Na wyświetlaczu pojawiło się imię „Kuba”.
- Zabiję go, jeżeli odwołał spotkanie.- pomyślała i nacisnęła przycisk ‘odblokuj’

„Już idę. Czekaj na mnie.”

- O proszę, na królewicza trzeba czekać.- powiedziała sama do siebie
Po 5 minutach w oddali pojawiła się postać Kuby.
- Cześć- powiedział, gdy był na tyle blisko, by Lena go usłyszała
- Siema.- odpowiedziała i wskazała ruchem ręki, by usiadł obok niej
- To w jakim celu jest to spotkanie?- zapytał Kuba
- Żartujesz sobie? Jeszcze się pytasz w jakim celu? Nie odzywasz się, nie dajesz jakichkolwiek oznak życia. Udajesz, że mnie nie znasz, wożąc się po szkole z jakimiś typiarami. Co się z tobą dzieje?- wypowiedziała na jednym tchu dziewczyna, dopiero po chwili orientując się, że wszyscy co przechodzili musieli to słyszeć
- Nic. Zupełnie nic.- dodał
- Aha, czyli to jest twoja odpowiedź? Nie masz nawet odwagi spojrzeć mi w twarz.- powiedziała wściekła i wstała próbując odejść
- Stój.- słowa Kuby brzmiały jak oschłe polecenie
- Nie będziesz mi rozkazywał.- dodała ruszając przed siebie
- Proszę, zostań…- ton głosu chłopaka złagodniał, stał się proszący, więc Lena zatrzymała się i odwróciła w jego stronę
- Powiesz mi o co chodzi?- zapytała
- Nie rozumiesz? Jesteś taka głupia czy tylko udajesz?- tym razem to chłopak podniósł głos
- Słucham? Może masz mnie zamiar obrażać, ale ja nie mam zamiaru tego słuchać.
- Jestem ci potrzebny tylko w chwilach, kiedy cierpisz. Dzwonisz tylko wtedy, gdy potrzebujesz pocieszenia. Gdy masz problem, pojawiam się ja. Gdy problem znika, masz mnie w dupie. Nie mam zamiaru być na każde twoje zawołanie, skinienie palca. To nie jest tak, że ty robisz „pstryk” a ja niczym kundel z wywieszonym językiem biegnę do ciebie.- wykrzyczał, pierwszy raz spoglądając w jej oczy
- Myślałam, że jesteśmy przyjaciółmi.- wyszeptała
- Ty mnie traktowałaś jako przyjaciela. Nic więcej, tylko przyjaciel. A ja? Nigdy nie zgadzałem się na układ kolega-koleżanka. Rozumiesz? Przestało mi to wystarczać. Robiłem wszystko, byś popatrzyła na mnie jak na chłopaka. Twojego chłopaka.
- Ale.. ale..- głos Leny odmawiał jej posłuszeństwa.
- Ale co? Dawałaś mi nadzieję odkąd ten twój Pawełek ciebie olał. Ale przecież takie jak ty uwielbiają bawić się takimi jak ja. Prosty chłopak, bez rodziców, łatwowierny. Idealna partia na pocieszyciela, a jak się skończyły problemy to mogę spadać co nie?- silne uderzenie w twarz przerwało monolog wypadających z jego ust słów. Oprócz kropli deszczu poczuł na swoim policzku dłoń Leny.
- Nigdy nie chciałam się tobą zabawić.- dodała
- A jednak.- powiedział chłopak dotykając twarzy
- Masz racje, leć do tych dziewczyn. One dadzą ci na pewno więcej ciepła i zrozumienia. Nie potrzebuję ciebie słyszysz? Nie potrzebuję! – wykrzyczała mu w twarz, chociaż po chwili żałowała wypowiedzianych słów

Chłopak spojrzał na nią, a w jego źrenicach dało się zobaczyć tańczące krople łez. Zacisnął pięści, zmrużył oczy tym samym odwracając się na pięcie. Ruszył, a Lena zbyt sparaliżowana całą sytuacją nie było w stanie go zatrzymać. Ręce nie dały rady chwycić jego ramion, a głos był zbyt cichy, by mógł go usłyszeć. Tylko myśli krzyczały głośno. Potok myśli niczym rwąca rzeka przepływał przez głowę Leny. Nie chciała żeby wypadające z jej ust słowa zraniły chłopaka. To było nieprawdą. Potrzebowała go. Potrzebowała, bo tylko on i Kinga byli w stanie ją zrozumieć. Poczuła tą samą bezsilność, którą czuła, gdy traciła Pawła. Ten sam ból rozrywający pierś i te samo bolesne tętnienie skroni. Wyżerające łzy spływały po policzkach sprawiając nieprzerwany ból. Minęło 10 minut zanim zdołała ruszyć w kierunku swego domu. Silne grzmoty i przerażające błyskawice idealnie opisywały stan emocjonalny Leny. Toczyły walkę, tak jak ona toczyła wojnę myśli, czy zadzwonić i przeprosić, czy pozostawić sytuację taką, jaką jest. Nie była w stanie niczego zmienić. Straciła kolejną ważną osobę w jej życiu. Czuła, że powoli traci siebie…

sobota, 8 czerwca 2013

ROZDZIAŁ 18

Zapłakane oczy Weroniki mówiły wiele. Właściwie wszystko to,  co nie były w stanie przekazać zastraszone  usta. Atmosfera przepełniona była dramtyczną melancholią, z której nikt nie mógł się wyrwać.
- Urodzisz to dziecko. Urodzisz i je wychowasz. Razem z Filipem.
- Nie damy rady..
- Wy nie dacie? Najsilniejsza para jaką znam? Przeszliście tyle, to szczęście, nie problem. Chodź wracamy, zrobiło się strasznie zimno, nie chcę żebyś się przeziębiła. – powiedziała Lena i chwyciła zmarzniętą dłoń Weroniki. – Pomogę wam. Ja i moja mama.
Lena odprowadziła dziewczynę do domu, przez całą drogę rozmawiając z nią na temat jej decyzji. Mimo tego, że Weronika nie widziała innego wyjścia, pojawiła się iskierka nadziei. Gdy Lena wchodziła do domu usłyszała znajomy głos z kuchni. Nie był to jednak głos mamy lecz Kuby.
- Cześć mordeczko, dawno cię nie widziałem i trochę się stęskniłem. – powiedział rozbawiony chłopak, gdy Lena zajrzała do kuchni
- Caaałe dwa dni, wieczność. –powiedziała Lena z ironicznym uśmiechem.
- Twoja mama była tak miła, że wspuściła mnie do domu i pozwoliła pomóc sobie ugotować dla ciebie obiad.
- Czyli dzisiaj nie jemy?- roześmiała się dziewczyna
- Zabawne, bardzo zabawne. Właśnie przed tobą stoi najlepszy kucharz w tym mieście.- rzucił Kuba kłaniając się nisko
- To prawda- wtrąciła się mama Leny- Kuba świetnie gotuje, a w salonie masz tego dowód. Zjedźcie sobie, a ja idę do pracy, bo umówiłam się, że podpiszę dzisiaj wszystkie rachunki.
- Mamo, pamiętaj, że cię kochałam, bo mogę nie przeżyć dzisiejszego dania.- powiedziała dziewczyna zamykając za mamą drzwi.
- A więc mistrzu prowadź.
Potrawa przygotowana przez Kubę, pomimo wcześniejszych obaw, była pyszna.
- Potrafisz gotować, kiedy mam problem jesteś pierwszą osobą  gotową mi nieść pomoc, przy tobie nie istnieją problemy, codzienne zmartwienia. Bawisz się w mojego Anioła Stróża?- zaśmiała się
- A może jestem ideałem?- po tych słowach nastała chwila ciszy, a potem głośny wybuch śmiechu obojga. – A może wersja z Aniołem bardziej pasuje. –dodał
- Chciałabym kiedyś móc mieć takiego mojego Anioła na zawsze przy sobie…
- Wiem, że to w bieżącej sytuacji wydaje się irracjonalne, ale uwierz mi zjawi się kiedyś taki ktoś w twoim życiu, kto pokocha ciebie taką jaką jesteś, z wadami i dziwnymi nawykami.- uśmiechnął się Kuba
- No pomarzyć można. –dodała
- Może już się zjawił.. –wyszeptał Kuba, ledwo słysząc swoje własne słowa, a może to  były tylko jego głośne myśli?
- Mówiłeś coś?- zapytała
- Nie, zupełnie nic.- dodał speszony chłopak. –Może potańczymy na xboxie? Na pewno jesteś w tym cienka.
- Oo Kicia, ty jesteś mistrzem gotowania, ale na parkiecie wymiatam ja.
- Przekonajmy się.
Kuba wyzwalał w Lenie pozytywne emocje. Nie bała się przy nim być sobą, czyli tą spontaniczną, radosną dziewczyną stłamszoną przez głupi błąd. Tak- błąd. Mimo wcześniejszych zaprzeczeń jedyne o czym teraz marzyła dziewczyna to było wymazanie z pamięci ostatnich kilku miesięcy. Mówiła sobie, że nie wolno żałować niczego, co dawało szczęście. A jednak żałowała. Żałowała każdego momentu, każdej drobnej chwili, którą poświęciła osobie zupełnie tego nie wartej.  Ale każdy z nas coś stracił, coś przeżył, za czymś tęskni i czegoś wciąż się boi. Każdy czeka na coś, co może się nigdy nie wydarzyć. Czasami nie pozostaje nam nic prócz czekania, bo to jedyne co trzyma nas jeszcze przy życiu. To coś, co daje nadzieję i wywołuje chwilowy uśmiech na twarzy. Ale jaki sens ma życie ze świadomością, że to, na co czekamy nie ma już prawa się wydarzyć?

Lepiej czuć żal, smutek rozczarowanie niż pustkę, którą nosi się w sercu. Bo z pustką nie można żyć od tak. Nie można udawać, że jej nie ma, bo ona jest i gryzie swoimi niewidzialnymi ząbkami.


I nagle pada kilka słów,
odwracasz się i sama nie wiesz gdzie iść,
każda ze znanych dróg wydaje się zła.
najchętniej usiadłabyś na krawężniku zanosząc się płaczem.
brzmi znajomo, prawda?

czwartek, 2 maja 2013

ROZDZIAŁ 17


„Nasze życie składa się z serii chwil, a każda z nich jest podróżą do samego końca."- Now is good.

To te nastoletnie lata, których tak pragniemy będąc dziećmi i które tak dobrze wspominamy będąc na emeryturze uczą nas najbardziej. Uświadamiają nam, że nie zawsze jest tak, jakbyśmy tego chcieli. Że nie dostaniemy upragnionej osoby, gdy zaczniemy tupać nóżką i robić smutną minę. Z biegiem czasu potrafimy  doceniać momenty, te chwile, które chociaż tak ulotne dają nam poczucie szczęścia.  Koniec? Czasami jest nowym początkiem. Musimy wiedzieć, że pewne rzeczy w życiu mają prawo się po prostu zakończyć, a pewni ludzie odejść od nas bez sensownego wytłumaczenia. Boli? To dobrze, bo to oznaka, że pomimo przykrych zdarzeń wciąż potrafimy coś jeszcze czuć. A ból jest najlepszym nauczycielem życia.
- Lena masz gościa!- rozległ się głos mamy
Dziewczyna przetarła zaspane oczy i spojrzała  na budzik.  7:57.
- Przecież to środek nocy.. – powiedziała sama do siebie –Już schodzę!- krzyknęła i zestawiła pierwszą stopę z łóżka.
Spojrzała w duże lustro, związała włosy w niezdarnego koka i chwyciła telefon. Po chwili była już na dole.
- Czeka na ciebie w salonie.- powiedziała mama, gdy ujrzała swoją córkę
Lena niepewnym krokiem weszła do salonu. Ujrzała długie, czarne włosy.
- Ekhem- powiedziała chcąc zasygnalizować, że już przyszła
- Cześć Lena.- usłyszała przyjazny i dobrze znany jej głos.
- Weronika? Co ty tu robisz?- zapytała- I dlaczego wyglądasz jakbyś płakała?- dodała po chwili.
- Musimy pogadać- powiedziała Weronika i zjechała wzrokiem w stronę podłogi.
- Tylko mi nie mów, że Filip znowu coś nabroił...
- Nie on.
- Żartujesz sobie?- zapytała przerażona Lena.
- Możemy gdzieś wyjść? Porozmawiać? Nie mam się komu wyżalić, pomogłaś jemu może pomożesz i mi? Tylko ogarnij się, bo w takim stanie to nigdzie się z tobą nie pokazuje.- odparła Weronika i usiadła z powrotem na kanapie.
- 10 minut i wracam.
Po upływie wskazanego czasu Lena była gotowa do wyjścia. Razem z Weroniką poszły do parku, by tam spokojnie porozmawiać.
-  Jestem z Filipem już 4 lata, z tą drobną przerwą, o której wiesz..- powiedziała dziewczyna niepewnym głosem.
- No tak. I co w związku z tym?
- Jestem w ciąży. – wypaliła Weronika bez niepotrzebnego owijania.
Lena była zszokowana. Ale wcale nie samym faktem, że Weronika niedługo zostanie mamą, a jej reakcją, gdyż dziewczyna po wypowiedzeniu słów wybuchnęła płaczem.
- Ejejej, spokojnie, przecież to wspaniale, będziesz mamą!- powiedziała, chociaż sama dobrze wiedziała, że 19 lat to nie jest idealny wiek na posiadanie dziecka.
- Mam 19 lat. Mam tylko matkę, która nie zaakceptuje mnie z dzieckiem. Praktycznie nie akceptuje mnie. Najchętniej pozbyła by się mnie z domu, gdyby tylko nadarzyła się taka okazja. Dla niej alkohol i jej nowi partnerzy znaczą dużo więcej ode mnie. Nie mogę urodzić teraz dziecka. Nie będę w stanie go wychować.- mówiła, a jej głos odmawiał posłuszeństwa. – Wyrzuci mnie z domu, bo teraz ma powód.- dodała
- Na pewno nie jest tak źle jak ci się wydaje. – powiedziała Lena
- Nie jest źle? Dziewczyno, jak byłam w szpitalu odwiedziła mnie raz. Jeden jedyny raz i wtedy udawała kochaną mamę. A wiesz dlaczego? Bo sąsiadka zagroziła jej, że jeżeli nie zajmie się mną to ona zadzwoni do mojego ojca by ten mnie zabrał do siebie do Anglii. A jeżeli zabierze mnie zabierze również alimenty. Rozumiesz? Brak kasy to brak szlajania się po melinach. Tyle dla niej znaczę. Przelicza mnie na kolejne butelki.- wybąkała dziewczyna z trudem trzymając  łzy pod powiekami.
- Byłam tam i widziałam jak się martwi. Jak płacze i boi się o twoje życie.
- Jak jest trzeźwa to ma ludzkie odruchy. Problem w tym, że coraz rzadziej widzę ją w stanie trzeźwości. Właściwie, to od momentu mojego pobytu w szpitalu ani razu, a sama dobrze wiesz, że minęło już kilka dobrych miesięcy.
- I co masz zamiar zrobić?- zapytała
- Nie mogę urodzić tego dziecka. Nie mogę..
- Filip wie?
- Nie i nie może się dowiedzieć.
- Słucham? Żartujesz sobie? Podejmiesz decyzję bez jego wiedzy? O nie, albo ty mu o tym powiesz, albo ja to zrobię. Co zamierzasz zrobić?
- Usunę to dziecko.  Już podjęłam decyzje..- powiedziała Weronika, a po jej policzku spłynęła samotna łza.
Co jest najśmie­szniej­sze w ludziach:
Zaw­sze myślą na od­wrót: spie­szy im się do do­rosłości, a po­tem wzdychają za ut­ra­conym dzieciństwem. Tracą zdro­wie by zdo­być pieniądze, po­tem tracą pieniądze by odzys­kać zdro­wie. Z troską myślą o przyszłości, za­pomi­nając o chwi­li obec­nej i w ten sposób nie przeżywają ani te­raźniej­szości ani przyszłości. Żyją jak­by nig­dy nie mieli um­rzeć, a umierają, jak­by nig­dy nie żyli.- Paulo Coelho

sobota, 13 kwietnia 2013

ROZDZIAŁ 16



Moment, w którym tracimy wszystko co mamy, wyrywa nas z jarzma błogości. To ten moment, ta chwila, w której musimy podjąć odpowiednią decyzję. Czy wstajemy i walczymy ,czy pozwalamy, by przygniótł nas ciężar problemów. Odpowiedź wydaje się prosta. Jednak, gdy na naszych oczach wali się nam świat, a my bezradnie się tylko przyglądamy próbując ratować to, co nam zostało, to co jeszcze jesteśmy w stanie ocalić z popiołu i pyłu, nie widzimy racjonalnego wyjścia, jak zwyczajnie się poddać. Ile jesteśmy w stanie wytrzymać? Najtrudniejsza walka jest ta toczona z samym sobą. Najgroźniejszy przeciwnik to nasze wewnętrzne „ja”, które zazwyczaj opada z sił szybciej niż my sami. Jednak coś nas zmusza do życia. Sprawia, że wstajemy każdego dnia, chociaż nie ma już dla kogo.  Intuicyjnie szukamy wyjścia z sytuacji, chwytamy się drobnych momentów z życia, by wyjść z tej walki zwycięsko.

- I jak Mała, lepiej?- zapytał chłopak spoglądając w zapłakane oczy Leny

- Dziękuję ci. –odpowiedziała

- Nie o to pytałem. –dodał

- Innej odpowiedzi się nie spodziewaj. – powiedziała i wstała podchodząc do lustra – Chyba nigdy nie widziałeś nikogo w gorszym stanie, prawda?

- Straciłem obojga rodziców. Moja siostra w wieku 3 lat zmarła na raka. Nie mam nikogo, oprócz ciotki. Uwierz, wiele razy, spoglądając w lustro, widziałem gorszy stan.

- Przepraszam...Chcesz pogadać? –zapytała

- Mało ci problemów Mała?

- Wiedz, że zawsze możesz na mnie liczyć. –odparła

- Wiem. A teraz ogarniaj dupę idziemy na lody.

- Żartujesz? W taką pogodę normalni ludzie chodzą na gorącą czekoladę.

- Widzisz tu normalnych ludzi? –dodał z uśmiechem

- Daj mi 15 minut.

Po upływie 15 minut Lena była gotowa. Delikatny podkład, kreski, tusz do rzęs i nikt nie powiedziałby, że ta dziewczyna kwadrans temu kąpała się we łzach.

- Noo, potraficie czynić cuda. – powiedział Kuba z szyderczym uśmiechem i podszedł do Leny. Spojrzał jej głęboko w oczy i poczuł, że z każdą chwilą ona staje się mu bliższa. Szybko jednak oderwał wzrok i chwycił ją za rękę. – Idziemy.

Kuba sprawiał, że Lena na drobne sekundy zapominała o Pawle. Zagłuszała ból. Jednak ból ma to do siebie, że zagłuszany wraca z powrotem  z podwójną siłą. Więc Lena na przemian śmiała się i płakała. Rozmazany makijaż nie przeszkadzał Kubie w uważaniu jej za najpiękniejszą dziewczynę na świecie. Kino, spacer i upragnione lody.  Dochodziła godzina 14, a ona nie miała dosyć towarzystwa chłopaka. Telefon do mamy, by ta nie musiała czekać z obiadem i powrót do chwil ukojenia. Chłopak rozbawiał ją samym sposobem mówienia. Jego przesadnie wymawiane słowa, lub przeciąganie samogłosek sprawiało, że Lena śmiała się bez ustanku. W pewnym momencie chłopak zapytał:

- Dwa najpiękniejsze na świecie słowo to?

- Kuba! Nie przypominaj… - powiedziała Lena

- Jedzenie gotowe. – odparł chłopak i parsknął śmiechem.

- Zgłodniałeś? – zapytała

- Nie znam chwil, w których nie jestem głodny. Okres dojrzewania dziewczynko. – dodał i uśmiechnął się pod nosem

- Więc.. idziemy na pizze.  Ja stawiam, jestem ci winna o wiele więcej niż jedna pizza.

- Jeszcze mi to wynagrodzisz. – powiedział i ponownie spojrzał Lenie głęboko w oczy. Ona jednak odwróciła wzrok

- Idziemy. – powiedziała i tym razem to ona chwyciła go za rękę.

Po 20 minutach szukania odpowiedniego miejsca znaleźli się w małej pizzerii. Klimat panujący w niej był cudowny. Niby to tylko miejsce spożywania szybkich posiłków, jednak Lena wiedziała, że będzie tu wracać. Z głośników słychać było „All the right moves” a w powietrzu, o dziwo, nie roznosił się zapach pieczonego ciasta, a skórki pomarańczy. Lena znała go z wypieków jej babci. Usiedli w kąciku i po 15 minutach ich zamówienie zostało zrealizowane. Rozmawiali bardzo długo, nie zorientowali się kiedy wskazówki zegara zaczęły wskazywać godzinę 17.

- Muszę wracać, mama będzie się martwić. –powiedziała Lena

- Jasne, odprowadzę cię. Pod same drzwi. Żeby nic głupiego nie przyszło ci do głowy.

- Nie ma już nic głupszego od faktu, że zakochałam się w typowym kretynie, który nawet nie ma odwagi, by zadzwonić i dowiedzieć się, czy chociaż żyję. –dodała

- Tacy jesteśmy.

- On taki jest. – powiedziała i skierowała przeszywający wzrok na Kubę, co sygnalizowało koniec tematu Pawła.

Do domu wracali pieszo. 30 minut spaceru i byli już na miejscu.

- Mogę liczyć, że odezwiesz się jutro? –zapytał Kuba

- Jutro i pojutrze. I każdego kolejnego dnia, Mały. – powiedziała i pocałowała go w policzek, tym samym odwracając się w kierunku drzwi. – Dziękuję. –dodała i zniknęła za dużymi drewnianymi drzwiami.

Z chwilą, gdy drzwi się zamknęły cały zagłuszany ból powrócił. Wbrew wcześniejszym przypuszczeniom, już nie ze zdwojoną siłą. Uczucie, które czuła dziewczyna było nie do opisania. Ból rozrywał jej serce, a łzy nie potrafiły dalej posłusznie chować się pod powiekami.

- Już jestem. – krzyknęła do mamy, która była w salonie i oglądała telewizję po czym ruszyła do swojego pokoju. Zamknęła drzwi i w tym samym momencie dała upust emocjom…

Świadomość śmierci pobudza do życia. Kto nigdy nie zaznał bólu towarzyszącego nagłej stracie tego, co w naszym życiu najważniejsze? I nie chodzi mi tylko o ludzi, ale także o myśli, plany, marzenia. Udaje się nam dzień, tydzień, czasem kilka lat, lecz ostatecznie jesteśmy nieuchronnie skazani na utratę. W prawdzie nasze ciało żyje dalej, ale dusza prędzej czy później otrzymuje śmiertelny cios. Zbrodnia doskonała: nie wiemy, kto zamordował nasza radość życia, jaki był motyw  morderstwa, ani gdzie są winni. - Paulo Coelho